Fantasy · 4 min czytania
Syderyt
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
{i}...uuHl-Jun, martwe uuHl-Jun. Zapomniany miastoport nad morzem Thi, powszechnie uznany za opuszczony odkąd zgasł płomień toczący tamtejszy księżyc po niebie. Miasto-zwłoki, którego nie odwiedza już nikt, które zdziczali mieszkańcy morza uznali za przeklęte. Nawet wiatr omija martwe uuHl-Jun, perłę w rozkładzie i ostatnią kolonię.{/i} - "Almanach zewnętrznych gwiazd", autor nieznany.
Nigdy nie był w stanie przypomnieć sobie jak się tu znalazł. Nie pamiętał bramy, przez którą mógł przejść żeby dostać się do miasta. Budził się już idąc, przed siebie, bez celu i kierunku. Zmieniało się tylko miejsce, od którego zaczynał, a przynajmniej tak mu się wydawało. Niektóre noce bywały jeszcze spokojne; zasypiał i budził się w swoim łóżku. Z czasem coraz częściej znajdywał się gdzie indziej. uuHl-Jun wzywało go do siebie, ściągało przez gwiazdy, z jednego końca otchłani w drugi, jeśli przyjąć że otchłań gdzieś się kończyła.
Szedł popękanym chodnikiem, który wydawał się nie mieć końca, ułożonym z heksagonalnych płyt spośród których gdzieniegdzie wystawały łodygi roślin mieniących się nienazwanymi jeszcze kolorami. Mijał zaniedbane, kruszące się wille, powoli obrastające już mchem. Na wpół wyrwane lub wygięte ogrodzenia. Syderytowe anteny na dachach cicho szumiały zbierając resztki pyłu sypiącego się z martwego księżyca.
Horyzont istniał wedle kaprysu miasta. Widoczne w oddali kopuły budynków dzielnicy świątynnej w oka mgnieniu zastępowało przykryte żółtymi chmurami niebo, zza których…