Inne · 5 min czytania
Szaleństwo
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Zimno. Cholernie zimno. Chłód przenika przez skórę, mija kości i wkręca się w duszę. Jestem zimna. Moje ręce drżą, spojrzenie fruwa. Od ściany, do sufitu i z powrotem. Wszystko jest przygaszone. Albo to tylko mi się coś poprzestawiało - znowu. Pastelowe barwy, zamazane, bez wyrazu. Nijakość. Tylko moje myśli wykazują jeszcze jakąś chęć do działania. Poruszają się po woli, ale nie zamarzły. Nie tak, jak cała reszta. I co z tego, że świeci ciepłe jesienne słońce? Do mnie docierają tylko chłodne podmuchy wiatru. Zepsuty świat szczerzy się szyderczo. Przesłodzonym głosikiem taniej kurwy proponuje, żebym w końcu się poddała. Letarg - brzmi to prawie jak niewola. Przepraszam, to jest niewola. Niemożność decydowania o własnym życiu. Zdanie się na media i innych ludzi, w końcu oni wiedzą co dla ciebie jest tak naprawdę dobre. Szalony pęd motłochu, żeby się dopasować. Wkroić w idealny schemat, który tak naprawdę jest równie nijaki jak cała reszta. Czuję, jakbym powoli szybowała obok nich. Nie widzą mnie - zbyt szybko się poruszają. To Czas ma Tu cenę. Reszta pewnie też jest dla nich coś warta. Coś - słowo klucz. Każdy chce być czymś, kimś. A co ze mną? Nie wiem. Lubię się nazywać nikim. Bo co tak naprawdę po tych siedemnastu latach życia zrobiłam? No właśnie nic. Jedno wielkie NIC. Czym jest te kilkanaście lat w przeciągu sześciu miliardów? Niczym. Zaledwie mrugnięciem powieki. A może i nie. Opatulam się tylko szczelniej kocem - kokon chroniący przed wszystkim. Przynajmniej przed tym, co czai się w mojej psychice. Raz Dwa Trzy Dziś Umierasz Właśnie TY! Koc znika, białe ściany bez żadnej skazy rozpływają się w przestrzeni, moja cela przestaje istnieć. Wzgórze, na którym aktualnie stoję jest całkiem wysokie. I cały czas rośnie, to tak, jakbym podróżowała windą na szczyt wieżowca. Teraz mogę już łapać chmury - są na wyciągnięcie ręki. Wzrok tonie w błękicie. Białowłosa piękność o szkarłatnych ślepiach podlatuje do mnie. Czarne skrzydła leniwie wybijają rytm w powietrzu. Twarz o regularnych rysach - niczym jedna z marmurowych rzeźb grackich mistrzów z dawnych lat. Leciutko zadarty nosek śmiesznie się marszczy, gdy spogląda na mnie. I co z tego, że jej…