Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Przyjaźń · 5 min czytania

Szalik

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Przechadzając się po parku, doszłam do wniosku iż, zimowe dni nigdy zbytnio się od siebie nie różnią. Każda doba podobna jest do poprzedniej, śnieg pada w ten sam sposób, a ludzie ubierają te same kurtki i buty zniszczone codziennym noszeniem. Większość dorosłych przechodniów, których mijam na ulicy, nie wykazuje się kreatywnym myśleniem. Robią to samo, noszą to samo, na obiad pewnie jedzą ziemniaki, bo to chyba najpopularniejsze z warzyw, które jedzą Polacy. Wszystko jakby świadczy o tym, że dorośli ludzie są nudni lub pozbawieni umiejętności do stworzenia czegoś samodzielnie, polegając na gotowych schematach i powtarzając te same czynności z każdym następnym dniem. Powoduje to u mnie uczucie strachu, że kiedyś również stanę zwykłym, nudnym i szarym człowiekiem, który będzie podnosił przyrost naturalny i pracował na emeryturę dla przyszłych staruszków. Jednak nie o staruszkach i ziemniakach chcę opowiadać, a o pewnej historii, której byłam uczestnikiem dziś w południe. Moim zadaniem na dziś było zrobienie części zakupów na Boże Narodzienie, podczas gdy moi rodzice borykali się z postawieniem sztucznego drzewka w pokoju. Patrząc, jak szarpią się ze sztucznym, zielonym, perfumowanym produktem z supermarketu, ogarnęła mnie radość. W tym roku choć ubieranie choinki wyglądało inaczej niż zawsze. Zostawiając rodziców sam na sam z upartym drzewkiem, ubrałam się i wyszłam. Na zewnątrz było bardzo zimno, a ja zapomniałam szalika. Wbiegłam więc po schodach na pierwsze piętro, gdzie mieściło się moje mieszkanie i porwałam szalik z wieszaka. Znalazłam go kiedyś w jednej z szuflad w starej szafie mojej babci. Był wełniany, w różnokolorowe paski, a na jego końcach znajdowały się małe frędzle. Schodząc po schodach owinęłam nim szyję najszczelniej jak umiałam, ale i tak zawsze około trzydziestocentymetrowy kawałek luźno zwisał na przodzie czarnego płaszcza. Komponował się z burzą moich rudych loków i na zimowym tle wyglądałam nieco oryginalnie. W drodze do sklepu moją uwagę zwrócił mały chłopiec siedzący samotnie na ławce. Miał na sobie tylko cienki sweter i jeansowe spodnie. Drżał tak, jakby miotały nim elektryczne wstrząsy. Gdy zmierzałam w jego kierunku zobaczyłam, zbliżającą się do niego kobietę ubraną równie ubogo jak sam chłopiec. Wzięła go na ręce i okryła kawałkiem swojego płaszcza, który był przeznaczony raczej na wczesną jesień, a nie na tak srogą zimę. Nie mogłam

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Szalik — czytnik · opowiadania