Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Komedia · 8 min czytania

Szatańska robota (część 4)

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

*** Siedziałam z ponurą miną na ławce, a obok mnie równie ponuro leżał wypełniony makulaturą piekielny plecak. Reasumując – szału nie było. Szatańskie śmieci zamiast siać zamęt w zwojach mózgowych śmiertelników nadal tkwiły przy moim boku, a to bynajmniej nie wpływało pozytywnie na moje samopoczucie. Ponadto słońce przygrzewało mi w ciemię, spragniona byłam niesamowicie, nie miałam za co napoju nabyć, bo plecak z piekieł w pieniądze nie był zaopatrzony, moje kieszenie podobnie, zaczynałam odczuwać te wszystkie bloki bez windy w nogach i ogólnie narastała we mnie dzika chęć pirzgnięcia wszystkim w cholerę. Jednakże umowa paliła moje sumienie, długopis zajumany diabłom takoż, a już najbardziej to paliła mnie obawa, co też Komisja zrobi, gdy się dowie, że mam zamiar złamać dane słowo. Najprostsze rozwiązanie, mianowicie, że ucieszą się wszyscy niemożliwie i w radosnych pląsach i chóralnych śpiewach odstawią mnie do domu, nie przyszło mi jakoś do głowy. Pomyślałam w zamian o jakichś konsekwencjach, może każą mi gary zmywać albo odkurzać, diabli wiedzą, co diabły wykombinować mogą… Nie, do pioruna, w zmywanie garów nie dam się wrąbać, wystarczy, że własna matka zagania mnie do tego trzy razy dziennie, wytykając każdą szklankę i każdy sztuciec leżący w spokoju na moim biurku! Myślałby kto, że przeszkadza komu taki samotny widelec na stoliku, całkiem spokojnie leży, nie rzuca się, nie krzyczy… A jednak moja matka, ten gestapowiec, z miną psa gończego wkracza w moje progi z zapytaniem, że, do jasnej cholery, co ten widelec tu robi?! Odpowiadam więc, możliwe, że ponuro i niechętnie, że leży. Nie wiedzieć czemu moja rodzicielka na tę krótką i niewątpliwie logiczną odpowiedź obraża się śmiertelnie i każe mi natychmiast sztuciec uprzątnąć. Następnie z nosem wycelowanym w sufit i kablem od internetu w dłoni, co by mnie ukarać, wychodzi z pokoju. Na myśl więc, że miałabym cierpieć te katusze jeszcze w Piekle, wzdrygało się we mnie wszystko. Otóż nie! Pokażę ja tym diabłom niedomytym, że zadanie wypełnię, tak mi dopomóż Bóg! Zlazłam z ławki, zarzuciłam plecak na ramię i powlokłam się w kierunku bloków ozdobionych malowniczym napisem „WISŁA PANY”.

*** Tymczasem Komisja, nieświadoma moich udręk, z zapałem oddawała się iście diabolicznym zajęciom, to jest grała w bierki i obstawiała, kiedy wreszcie rzucę robotę. - Twój ruch, Wiciu - powiedział markotnie Przewodniczący, któremu właśnie wypsnęła się czerwona bierka. - Skucha, skucha… - zamamrotał z satysfakcją Witold i poprawił sprawnym ruchem zjeżdżające mu na koniec nosa okulary. Bart siedział w kącie przy biureczku i bawił się telefonem komórkowym. - Zadzwonić? – spytał niepewnie Przewodniczącego. - Rób, co chcesz… - odpowiedział nieuważnie zapytany, śledząc żółte widełki, które właśnie z namaszczeniem wyciągał Witold. – O, ruszyło się! Widziałem! Teraz ja, teraz ja! - Gó…! To jest, guzik, co ci się ruszyło, jełopie jeden, nic się nie ruszyło, wszystko kamieniem leży! - Sam jesteś kamień, w dodatku umysłowy! Widziałem wyraźnie! - Żebyś skisł – wycedził Wiciu przez zęby, przyglądając się zawistnie Przewodniczącemu, który zabrał się za jego widełki. - Pytałem, czy mam zadzwonić do niej – przypomniał Bart tonem karcącym. - Mam widełki, mam widełki! – podniecił się Przewodniczący, a Witold zmierzył go morderczym spojrzeniem. - Mówił dziad do obrazu… Halo! – Diabeł postanowił zwrócić się z zapytaniem do reszty komisji. Niestety i tu nie trafił, bo pozostała trójka z zajęciem rżnęła w tysiąca. Bart postanowił odczekać chwilę, aż szał hazardowy trochę minie, i z westchnieniem zabrał się do lektury tygodnika „Piekło na gorąco”.

*** - Dzień dobry, ulotki. - Dzień dobry, Kwiatkowska. Nabrałam powietrza do płuc i wypuściłam je z przeciągłym świstem, starając się zatrzymać

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%