Szatańska robota (część 4)
Piekło zatrudni śmiertelników, wynagrodzenie i godziny pracy do ustalenia. Proszę dołączyć CV i list motywacyjny.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
*** Siedziałam z ponurą miną na ławce, a obok mnie równie ponuro leżał wypełniony makulaturą piekielny plecak. Reasumując – szału nie było. Szatańskie śmieci zamiast siać zamęt w zwojach mózgowych śmiertelników nadal tkwiły przy moim boku, a to bynajmniej nie wpływało pozytywnie na moje samopoczucie. Ponadto słońce przygrzewało mi w ciemię, spragniona byłam niesamowicie, nie miałam za co napoju nabyć, bo plecak z piekieł w pieniądze nie był zaopatrzony, moje kieszenie podobnie, zaczynałam odczuwać te wszystkie bloki bez windy w nogach i ogólnie narastała we mnie dzika chęć pirzgnięcia wszystkim w cholerę. Jednakże umowa paliła moje sumienie, długopis zajumany diabłom takoż, a już najbardziej to paliła mnie obawa, co też Komisja zrobi, gdy się dowie, że mam zamiar złamać dane słowo. Najprostsze rozwiązanie, mianowicie, że ucieszą się wszyscy niemożliwie i w radosnych pląsach i chóralnych śpiewach odstawią mnie do domu, nie przyszło mi jakoś do głowy. Pomyślałam w zamian o jakichś konsekwencjach, może każą mi gary zmywać albo odkurzać, diabli wiedzą, co diabły wykombinować mogą… Nie, do pioruna, w zmywanie garów nie dam się wrąbać, wystarczy, że własna matka zagania mnie do tego trzy razy dziennie, wytykając każdą szklankę i każdy sztuciec leżący w spokoju na moim biurku! Myślałby kto, że przeszkadza komu taki samotny widelec na stoliku, całkiem spokojnie leży, nie rzuca się, nie krzyczy… A jednak moja matka, ten gestapowiec, z miną psa gończego wkracza w moje progi z zapytaniem, że, do jasnej cholery, co ten widelec tu robi?! Odpowiadam więc, możliwe, że ponuro i niechętnie, że leży. Nie wiedzieć czemu moja rodzicielka na tę krótką i niewątpliwie logiczną odpowiedź obraża się śmiertelnie i każe mi natychmiast sztuciec uprzątnąć. Następnie z nosem wycelowanym w sufit i kablem od internetu w dłoni, co by mnie ukarać, wychodzi z pokoju. Na myśl więc, że miałabym cierpieć te katusze jeszcze w Piekle, wzdrygało się we mnie wszystko. Otóż nie! Pokażę ja tym diabłom niedomytym, że zadanie wypełnię, tak mi dopomóż Bóg! Zlazłam z ławki, zarzuciłam plecak na ramię i powlokłam się w kierunku bloków ozdobionych malowniczym napisem „WISŁA PANY”.
*** Tymczasem Komisja, nieświadoma moich udręk, z zapałem oddawała się iście diabolicznym zajęciom, to jest grała w bierki i obstawiała, kiedy wreszcie rzucę robotę. - Twój ruch, Wiciu - powiedział markotnie Przewodniczący, któremu właśnie wypsnęła się czerwona bierka. - Skucha, skucha… - zamamrotał z satysfakcją Witold i poprawił sprawnym ruchem zjeżdżające mu na koniec nosa okulary. Bart siedział w kącie przy biureczku i bawił się telefonem komórkowym. - Zadzwonić? – spytał niepewnie Przewodniczącego. - Rób, co chcesz… - odpowiedział nieuważnie zapytany, śledząc żółte widełki, które właśnie z namaszczeniem wyciągał Witold. – O, ruszyło się! Widziałem! Teraz ja, teraz ja! - Gó…! To jest, guzik, co ci się ruszyło, jełopie jeden, nic się nie ruszyło, wszystko kamieniem leży! - Sam jesteś kamień, w dodatku umysłowy! Widziałem wyraźnie! - Żebyś skisł – wycedził Wiciu przez zęby, przyglądając się zawistnie Przewodniczącemu, który zabrał się za jego widełki. - Pytałem, czy mam zadzwonić do niej – przypomniał Bart tonem karcącym. - Mam widełki, mam widełki! – podniecił się Przewodniczący, a Witold zmierzył go morderczym spojrzeniem. - Mówił dziad do obrazu… Halo! – Diabeł postanowił zwrócić się z zapytaniem do reszty komisji. Niestety i tu nie trafił, bo pozostała trójka z zajęciem rżnęła w tysiąca. Bart postanowił odczekać chwilę, aż szał hazardowy trochę minie, i z westchnieniem zabrał się do lektury tygodnika „Piekło na gorąco”.
*** - Dzień dobry, ulotki. - Dzień dobry, Kwiatkowska. Nabrałam powietrza do płuc i wypuściłam je z przeciągłym świstem, starając się zatrzymać
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Carriole Ina
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…