Thriller · 6 min czytania
Sześć ścian (fragment 1)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Ciemność: 13 stycznia 2012 - Dlaczego nie powiedziałaś, że twój mąż jest takim cholernym psychopatą? – pyta przenikliwym szeptem. - Wiedziałeś, że jest psychopatą – odpowiadam. Poruszam się ostrożnie, z wyciągniętymi przed siebie rękoma. Nie mam zamiaru potknąć się o jeden z zapomnianych, zakurzonych sprzętów. Mogłabym upaść, rozbić sobie głowę, złamać rękę czy nogę, co ostatecznie wyeliminowałoby mnie z gry. Bo to jest gra, prawda? Prawda, kochanie? - Pośpiesz się – ponagla mnie głos z ciemności. – Znajdź coś, zanim wrócą. Uśmiecham się pod nosem. Potem uświadamiam sobie, że i tak nie zobaczy mojego uśmiechu, więc wyszczerzam radośnie zęby. Tłumię tylko głośny, narastający wewnątrz mnie, szaleńczy chichot. - Nie martw się – mówię. – Mamy wystarczająco dużo czasu. Psychopata, czy nie, zawsze dotrzymuje słowa.
Bermudy: 13 czerwca 2010 Źle znoszę upały. Większość dnia spędzam w klimatyzowanym pomieszczeniu wyglądając przez okno. Wychodzę dopiero wieczorami. Moja skóra nie przybiera ciemniejszego odcienia, pozostaje naturalnie jasna. Po powrocie bankowo usłyszę pytania, czemu jestem taka blada, czyżby nie było pogody? Czy też mąż w szale zazdrości zabronił ci wychodzenia poza bungalow? Jego ciało stopniowo pokrywa się równomierną, oliwkowo-złotą opalenizną. Wygląda tak… zdrowo. Kwintesencja witalności. To niesprawiedliwe, myślę wydychając jego zapach, gdy wraca z kolejnej podwodnej wyprawy. Niesprawiedliwe, że niektórzy dostają wszystko w gratisie od stwórcy, a inni muszą na to ciężko pracować. Kiedy przyciskam twarz do jego pleców, czuję ocean. Piasek, sól. I słońce. Naprężone mięśnie przedramion są zbyt doskonałe, by je ukrywać pod jakimkolwiek ubraniem. Nie ma o tym pojęcia. Mężczyzna sukcesu nie zawraca sobie głowy podobnymi pierdołami. Mężczyzna sukcesu wstaje rano, niedbale całuje mnie w czoło i znika, by wrócić dopiero późnym popołudniem. Z błyszczącymi oczami, rozszerzonymi źrenicami dziecka zafascynowanego nową zabawką. Opowiada. O tym, co widział i o tym, co zobaczy jutro. Więcej, więcej, jeszcze więcej. Chce zobaczyć wszystko. Nie mam serca mu powiedzieć, że to niemożliwe. Nie obejrzy nawet jednej setnej oceanicznej fauny i flory, choćby resztę życia spędził pod wodą. Zresztą pozostało już tylko kilka dni do wyjazdu. Później wszystko wróci do normy. Na razie jednak słucham. Słucham i patrzę. Na jego dłoń sięgającą po kolejną cząstkę cytryny, wyciskającą sok, manipulującą widelcem, unoszącą filiżankę. Zegarek na przegubie, kółko na serdecznym palcu. Wreszcie na odrobinę musu czekoladowego w kąciku ust, pozostałość po zjedzonym deserze. Sięgam po serwetkę, wyciągam rękę w jego kierunku, a on bezbłędnie nadstawia właściwą stronę twarzy. Myślę, że to już trzy lata. Odkąd jesteśmy razem. Nie mniej, nie więcej – trzy. I rezygnuję z serwetki, używam koniuszka języka. Smak czekolady jest słaby, ledwo wyczuwalny. W poszukiwaniu słodyczy posuwam się trochę dalej. Głębiej. Odsuwa mnie delikatnie. Najwyraźniej…