Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Przygoda · 7 min czytania

Sztuka picia

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

{i}Sobota, godzina ósma rano. Słoneczny, letni poranek nie zapowiadał nadchodzących zdarzeń. Jak codzień, upierdliwe brzęczenie telefonu komórkowego zbudziło mnie z głębokiego i jakże pięknego snu. Po paru minutach bezczynnego leżenia, z głową wypełnioną niecenzuralnymi słowotworami, postanowiłem wyłączyć prześladujący mnie budzik i udać się za potrzebą do ubikacji. Wystarczyło przejść zaledwie kilka metrów by humor i nastawienie do świata uległo całkowitej metamorfozie. Oczom moim, ukazała się torba, przepełniona ubraniami, którą dzień wcześniej przygotowała moja mama, a obok której leżał plecak ze znacznie ciekawszą zawartością. Niczym w starej kreskówce o pomysłowym Dobromirze, dotychczas szara żarówka, zaświeciła promieniście, zwiastując narodzenie się genialnej myśli. Dzień, którego niecierpliwie wypatrywałem, stał się teraźniejszością. Wśród młodzieży potocznie nazywana melanżem. Przez dorosłych, libacją alkoholową grupy nastolatków chcącą się upoić do nieprzytomności. Weekendowa impreza działkowa z grupą szkolnych przyjaciół, zbliżała się nieubłaganie. Po wykonaniu porannych, rutynowych czynności i odpowiedzi na szereg irytujących pytań ze strony obojga rodziców, nadszedł czas na pożegnanie. Kiedy wydawało się, że nic nie może mnie zatrzymać przed upragnioną przygodą, dało o sobie znać podekscytowanie i brak doświadczenia wynikający z młodego wieku. Zarzucając energicznie plecak na barki, z wnętrza wydobył się tajemniczy dźwięk, bezprzecznie wskazujący na zawartość wyrobów szklanych. Poczucie winy wynikające ze zdemaskowania prawdziwych intencji i celu wyjazdu, kazało mi się odwrócić i spojrzeć rodzicom prosto w oczy. Reakcja ta była równie głupia i bezmyślna jak odpowiedź na pytanie mojej mamy o zawartość plecaka. Jedyne słowa, które zdołałem z siebie wydobyć to „nie wiem”. Tata widząc moją nieudolność i nieumiejętność wybrnięcia z patowej sytuacji, ku ogromnemu zaskoczeniu, postanowił mi pomóc. Jego krótka przemowa była na tyle inteligentna i ogłupiająca, że po wyjściu za próg mieszkania musiałem się upewnić czy nie pomyliłem browarków z coca-colą. Po sprawdzeniu zawartości plecaka i uspokojeniu skołatanego serca, mogłem wyruszyć w nieznane. Półtoragodzinna podróż do miejsca docelowego minęła zaskakująco szybko i bezproblemowo. W stanie delikatnie „wskazującym” dotarliśmy do małej, zalesionej posiadłości w miejscowości Urle. Po rozpakowaniu i zaaklimatyzowaniu się w nowym otoczeniu, przyszedł czas na przygotowanie obiadu. Kobiety zajęły się robieniem sałatek, surówek oraz różnorodnych przystawek. Męska część grupy, jak przystało na prawdziwych facetów, obrabianiem, marynowaniem i pieczeniem mięsa na grillu. Po niespełna godzinie, wygłodniali i zmęczeni czekaniem, zasiedliśmy do stołu uginającego się od wyborowych potraw i rozmaitych napojów wyskokowych. Czeski absynt, bombajski gin i polska gorzałka to tylko nieliczne z trunków, które zabuzowały w naszych żyłach. Żarzące się do czerwoności policzki i szklane oczy koleżanek, zainicjowały wejście imprezy w najbardziej zwariowaną fazę – niekończący się taniec. Wybiła północ. Wycieńczone długimi szaleństwami parkietowymi dziewczyny, zapadły w głęboki i smaczny sen. Nastał czas w którym wraz z kolegami mogliśmy w spokoju i bez skrępowania ponowanie zasiąść do stołu, gdzie czekały na nas napoczęte butelki

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%