Filozofia · 4 min czytania
Szukając niewinności
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Obudziłem się za późno. Spóźnię się. Cały dzień będę gdzieś spóźniony. Spieszyłem się. Wyszedłem na ulicę i zamarłem. Na pewno jest późno, więc dlaczego jest ciemno? Może to... Nie. Jest ciemna noc. Wszyscy się spieszą, idą gdzieś. Może tylko ja to widzę... Ale na pewno jest ciemno. Nagle poczułem się samotny jak nigdy wcześniej. Samotny wśród tłumu ludzi idących po chodnikach. Wokół mnie była ciemność.
Spojrzałem w górę i zobaczyłem plątaninę kolczastych pędów, zasłaniającą niebo. Zrozumiałem, że już nigdy nie zobaczę słońca. "Zaraz! niby dlaczego mam go nie oglądać? Zawsze mogę odnaleźć światło" - pomyślałem i w nagłym odruchu buntu postanowiłem znowu popatrzeć na słońce. Wyruszyłem w drogę.
Im dalej odchodziłem od mojej ulicy i mojego domu, tym pędy były coraz gęstrze, coraz bardziej ze sobą splątane, a ich kolce coraz dłuższe, ostrzejsze. Przedzierałem się przez ostry mur zupełnie nie wiedząc, dokąd idę. Kolce raniły mi ciało wyrywając z niego coraz większe kawałki , kłuły mi oczy, cięły do krwi, a ja w końcu zrozumiałem co się stało: to nie była noc, tylko --- ogród kłamstw zasłaniał słońce. Kłamstwa utworzyły sklepienie nad moją ulicą, nad miastem - nad całym światem. Przez ich wszystkie kłamstwa, którym nie sprzeciwiłem się ani razu, bo tak było mi wygodniej - nigdy mogłem już nie zobaczyć słońca. Na szczęście ja podjąłem walkę. Dojdę, chociaż nie wiem jeszcze dokąd; stanę przeciw światu i to ja wygram, a nie on. Odrzucę wszystkie kłamstwa i odnajdę prawdziwą niewinność. Odnalazłem w sobie wystarczająco dużo siły i nadziei, żeby wyruszyc i dojść do niej.
I szukałem. Szukałem jej pewien zwycięstwa. Krzyczałem do niej, płakałem, modliłem się, by pozwoliła odnaleźć się jak najszybciej. W ciągłych ciemnościach straciłem wzrok. Utraciłem wszystkie zmysły, bo nie miałem co…