Filozofia · 4 min czytania
Szumo-szepty Epilog
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Epilog Zakończenie tej historii nastąpiło wraz ze śmiercią autora. Śmiercią dodajmy upragnioną. Wszak zrobił wszystko zgodnie z zasadami Ars Bene Moriendi (Sztuki dobrego umierania). Nadszedł wreszcie kres. Tak upragniony przez wszystkich kres tego wszystkiego. Przyszedł on jak złodziej w nocy. Ostatni dzień jago życia. Jak codziennie wstał rano. Zjadł śniadanie. Potem zjadł obiad. Kolacji nie było mu już dane zjeść. Może poprzestał na obiedzie. Może nie było nawet śniadania. Może. To było jedyne słowo jakiego mógł być pewien w ciągu całego swojego życia. Zwłaszcza od momentu, gdy jego dziewczyna zaczęła odpisywać na jego smsy w sprawie spotkań – „Może być”. Może jakoś się z sobą dogadywali. Może. Choć może nie do końca. Zwłaszcza, że on kilkoma smsami musiał jej wyjaśniać o co mu chodzi, a ona do tego dochodziła po jakimś czasie. Może brak było pomiędzy nimi dobrej komunikacji. Może jakiś szum w kanale informacyjnym ją zakłócał. Może. Może ten kanał komunikacyjny był przez długi czas rynsztokiem w którym tkwił za sprawą swoich pseudokumpli. Może teraz dopiero miał odwagę im to wygarnąć. Może pójdzie dalej w tej swojej odwadze i to opublikuje, a może to spali. Spali razem ze sobą i poprzednimi opowiadaniami. Zresztą przy poprzednim opowiadaniu dodał adnotację na stronie tytułowej – spalić wraz z autorem. Może chęć spalenia swojego ciała świadczy o heroicznej postawie jak u Siwca w czasie dożynek, może o zwykłej głupocie, może o ateizmie, a może o chęci wpasowania się w modę takich pochówków na Śląsku. Może zamiast trumny i nagrobka marzy mu się urn z prochami, które ktoś rozsypie na cztery strony świata. Może chciał skończyć żywot jak Jan Hus, o którym pisał pracę magisterską. Dobrze wiedział, że nie ma szans na obronę własnych poglądów. Jedyne miejsce, które pozwalało mu obronić swoje jestestwo przed…