Opowiadania.pl · 5 min czytania
Ta dziewczyna
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Tamta dziewczyna miała ogień w oczach. Potrafiła godzinami włóczyć się bez celu po ogromnym mieście i nigdy nie czuć zmęczenia. Kraków był dla niej oazą. Był terenem, który eksploatowała z upodobaniem. Przyglądała się kolorowym wystawom. W ciepłych, wełnianych rękawiczkach z jednym palcem. Bez czapki. Bez znieczulenia. Z głową pełną myśli, które nie dawały spokoju. Godzinami siedziała w bibliotece. Po turecku. Popijając przestudzoną kawę. Potem biegła na zajęcia albo do pracy.
Tamta dziewczyna miała motyle we włosach. Kolorowe. Lekkie. Zwiewne. A w nocy zamieniała się w ćmę. Flirtowała z mrokiem. Szła w ogień, bo nie potrafiła inaczej. Wszystko było na serio i zarazem pół żartem. Wszystko było pierwszy i ostatni raz.
Tamta dziewczyna szła do kina w krótkiej spódniczce i ciężkich wojskowych butach, kiedy na zewnątrz było -30’C. W tramwaju przyklejała nos do szyby. Podróżowała. Kiedy się śmiała, błyszczały jej oczy. Kiedy płakała źrenice zmieniały kolor z niebieskich na szare. Kiedy kochała, to szczerze i naiwnie głupio. Zawsze nie tak, jak powinna. Ale wcale jej to nie przeszkadzało. Po kolejnym upadku podnosiła się i szła dalej. Prawie jak gdyby nigdy nic. Uwielbiała tańczyć.
Tamta dziewczyna stawiała wszystko na jedną kartę. Tak, jak wtedy, kiedy wygrała bajeczną podróż do Paryża za jednego wysłanego sms-a. I tak, jak wtedy, kiedy kupiła anioła na świątecznym jarmarku, by potem wcisnąć go w ręce, niby zupełnie przypadkiem, tamtemu chłopakowi, spotkanemu na uczelni. Tak, jak wtedy, gdy bez względu na czas, warunki i okoliczności, postanowiła urodzić dziecko na przekór wszystkiemu i wszystkim, trochę może nawet i sobie.
Obudziłam się. Za oknem pochmurno. Szaro. Zimno. Znowu. Kilka dni temu stopniał śnieg, chociaż to już prawie maj. - Dasz sobie radę. – pomyślałam. - Jesteś silny aniołku, świat przed tobą. – zanuciłam delikatnie w jego śpiące uszy. Powieki drgnęły mu lekko. Potem już poszło gładko. Machinalne mycie, ubieranie. Utarte powtarzanie: - Tylko nie płacz kochanie, mamusia przyjdzie za chwilę po ciebie. - Nieprawda.. – zaprotestował wciąż jeszcze zaspany, ale na tyle trzeźwy, by podtrzymać poranny rytuał - To wcale nie za…