Romans · 17 min czytania
Ta Jedyna (odc. 1)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
PROLOG
Nawet grube, podwójne szyby nie przytłumiały wcale odgłosów które dochodziły tutaj z ulicy. Istotnie ulica Warszawska nie należała do najspokojniejszych w mieście, ale tym razem nie był to zwykły uliczny szum wywoływany przez przejeżdżające samochody, chociaż i tych ze względu na popołudniową porę nie było mało. Musiały się jednak one przeciskać pomiędzy stłoczonymi na ulicy ludźmi co powodowało że po obu stronach zebranego tłumu utworzyły się dość duże korki. Ludzie rozmawiali o czymś ze sobą ożywionymi głosami, spoglądając co chwilę w górę na dach wysokiego budynku. Obecna na miejscu policja zaczęła powoli, ale stanowczo przepędzać gapiów. Ci nie dawali jednak za wygraną, oczekując na coś, co mogło się wydarzyć. Właściwie nie mieli wpływu na rozgrywające się tu wydarzenia, policja zrobiła już wszystko co było w jej mocy. Na miejscu był także specjalnie przeszkolony negocjator. Cała reszta była tu po prostu z ciekawości. Z góry ludzie ci wydawali się nieprawdopodobnie mali. Nawet samochody wyglądały jak zabawki. Dziewczyna odwróciła się od okna. „Dużo się ich zebrało” – pomyślała – „ Ojciec byłby zadowolony gdyby mógł zebrać chociaż połowę tego tłumu”. Spojrzała na małego, szklanego delfinka na łańcuszku, którego trzymała w ręku. „Już czas na ciebie. Nie ma sensu dłużej odkładać tego co nieuniknione. W tym okrutnym świecie nie ma już miejsca dla takich jak ty. Zresztą wcale go nie potrzebujesz! Tak jak i on będzie doskonale istniał bez Ciebie... Tu naprawdę nie ma już nic, czego byłoby można żałować”. Jeszcze raz wyjrzała przez okno. „No to będziecie mieli widowisko. Nie stoicie tam na próżno. Do dzieła” – rzekła do siebie w myślach i wspięła się po żelaznej drabince do klapy włazu, przez który można się było wydostać na dach. Kiedy ją otworzyła znalazła się w blasku gorącego, czerwcowego słońca który był tak intensywny, że aż musiała chwilę odczekać by jej oczy przyzwyczaiły się do oślepiającego światła. Następnie wyszła na zewnątrz i pełną piersią odetchnęła świeżym powietrzem. Przez ostatnie dni nie miała go zbyt wiele. I właśnie w tej chwili dopadły ją wątpliwości. „Może nie wszystko jeszcze stracone? Może jeszcze zaczekać, spróbować jakoś żyć?”. „I spędzić resztę życia w szpitalu bez klamek? I myśleć wciąż o tym, co minęło i nigdy nie powróci? Ze mogło być tak pięknie?” Nie, tego nie chciała. Za nic w świecie. Uśmiechnęła się do siebie samej i ruszyła w kierunku krawędzi dachu. Szła pewnym, zdecydowanym krokiem. Lekki wiatr rozwiewał jej jasne włosy, a słońce grzało coraz mocniej. Przepaść zbliżała się coraz szybciej. Dziewczyna nie zwalniała. Świat przestał dla niej istnieć...
ROZDZIAŁ I
- Kiedy więc podpiszemy to porozumienie, opozycja będzie bez szans. - I wtedy będziecie mieli szansę na poparcie prezydenta?
Agnieszka zamknęła drzwi do pokoju. Polityka była od zawsze częstym tematem w jej domu, ale odkąd ojciec został posłem to stawało się nie do wytrzymania. Jak długo można było chrzanić wciąż o tym samym? Jakby tego było mało, rodzice od pewnego czasu w ogóle przestali się nią interesować. Chociaż swoją drogą zawsze poświęcali jej mało uwagi. Dla nich liczyła się przede wszystkim praca zawodowa. Chcąc uciec więc na chwilę z tego politycznego kotła jakim ostatnio stało się jej mieszkanie, sięgnęła po pilot od telewizora. Może tam będzie coś ciekawszego?
Część 22 / 2
< ...wypadku, który miał miejsce wczoraj. Co było przyczyną tragedii? Czy problemy w szkole...>
I w tej właśnie chwili zadzwonił telefon. Dziewczyna podniosła się z fotela i chwyciła słuchawkę.
- Słucham? - Agnieszka? Tu Agata. Nie przeszkadzam? – głos w słuchawce należał do jej najlepszej przyjaciółki. - Nie, oglądałam telewizję. Ale wciąż mówią o tej dziewczynie, która skoczyła z wieżowca. - Straszne, nie? Jak można zrobić coś takiego? Założę się że to przez chłopaka! - Mówisz tak, bo zerwałaś z Marcinem. Ale rzeczywiście. Takie coś... - Nie mówmy już o tym. Dzwonię bo chciałam cię zapytać, czy nie chciałabyś trochę się rozerwać dziś wieczorem. Wybieram się do „Premiery”... - Super! Idę z tobą. Muszę się stąd wyrwać, bo zwariuję! - Polityka? - Zgadłaś. No to... do wieczora! – pożegnała się i zakończyła rozmowę. Właśnie miała otworzyć szafę, by poszukać sobie czegoś co mogłaby włożyć na dyskotekę, gdy znów rozległ się dzwonek. Tym razem do drzwi. - Kogo tam znowu niesie?! – pomyślała i wyszła na korytarz. Kiedy otworzyła drzwi, ujrzała drobnego blondyna w szerokiej, dresowej bluzie. Pod gęstą grzywą jasnych włosów błyszczały niebieskie oczy. - Rafał. Cześć... - Cześć Aga. – odezwał się i zamilkł. Tak jakby zapomniał po co przyszedł. Jak miał jej powiedzieć, że to ona doprowadzała go do takiego stanu? Że chodził do szkoły głównie po to, żeby ją zobaczyć? Ich rozmowy zazwyczaj były krótkie, ograniczały się zaledwie do kilku zdań. Ona prowadziła zbyt szalony tryb życia, on zaś był spokojny, zrównoważony. Co nie znaczy, że nie miał poczucia humoru, ale... Po prostu byli jak ogień i woda, a te żywioły zazwyczaj się unikają. Dziś jednak miał zamiar to zmienić. - Chciałeś czegoś? – Otworzyła drzwi szerzej i wpuściła go do środka. - Tak... Pożyczyłabyś mi zeszyt z historii? - Przecież nie było nic zadane? – zdziwiła się. - Tak, ale muszę go trochę pouzupełniać. Zbliża się koniec roku, trzeba poprawić oceny. A u mnie... - Dobra. Zaraz przyniosę – urwała mu i obróciła się z gracją. Patrzył na nią, gdy weszła do swego pokoju i schyliła się, by otworzyć szafkę. Zgrabnym ruchem odgarnęła swe długie, jasne włosy które zsunęły się jej na twarz i zasłoniły widok. Po chwili już szła do niego trzymając w dłoni zeszyt. „I co zrobiłeś?!” – oburzył się na siebie – „Nie to jej miałeś powiedzieć!”. Agnieszka podeszła do niego i wręczyła mu zeszyt. „Te oczy! Te jej niebieskie oczy!”. Wreszcie zmusił się, by coś powiedzieć: - Dzięki. Agnieszka. - Tak? - Nie poszłabyś wieczorem ze mną do kina? Grają „Władcę Pierścieni”, a słyszałem że to dobry film... - Nie wiem... Raczej nie... Poza tym, idziemy z Agatą trochę potańczyć. - Do „Kręgu”? Byłem tam niedawno i było świetnie! - Nie, do „Premiery”... Przez chwilę patrzyli na siebie w milczeniu. - Chyba powinienem już iść – odezwał się w końcu chłopak. - Chyba powinieneś... – uśmiechnęła się. - Na razie... Zamknęła za nim drzwi. Z kuchni wyszedł jej ojciec, lekko siwiejący już mężczyzna około czterdziestki. - Kto to był? – zapytał. - Kolega ze szkoły. Chciał zeszyt. – podeszła do szafy i zaczęła kontynuować poszukiwanie odpowiedniej kreacji. - Wybierasz się gdzieś? - Idę z koleżanką na dyskotekę. Wrócę późno, nie czekajcie z kolacją. - No... Tylko żebyś mi jutro nie spała do południa. Przyjdzie do nas senator Jakubek. Z synem. „Wspaniale!” – pomyślała – „Znowu jakiś nadęty błazen. Czy oni uważają że jestem towarem na sprzedaż?!” Wyjęła z szafy krótką, niebieską sukienkę i rzuciła ją na wersalkę.
ROZDZIAŁ II
Główny strażnik białostockiego więzienia, sierżant Kazimierz Grabowski siedział w swym biurze na parterze i czytał gazetę. Oprócz niego w budynku znajdował się jeszcze tylko stróż na portierni, jego dobry kolega pułkownik Andrzej Zagórny i dwóch policjantów na nocnej zmianie. Więcej ludzi nie było potrzebnych. Wprowadzony niedawno nowy system zabezpieczeń działał doskonale, w więzieniu nie mogło wydarzyć się nic, co uszłoby uwadze sieci kamer i czujników rozmieszczonych niemal wszędzie. Poza tym system połączony był bezpośrednio z Komendą Miejską Policji i w razie potrzeby w ciągu kilku minut mógł tu się pojawić nawet cały oddział antyterrorystyczny, chociaż nigdy nie było to potrzebne bowiem tą część budynku zajmowali więźniowie skazani za lżejsze przestępstwa. Na samym jednak początku wprowadzenia Systemu zaistniał w więzieniu konflikt, tyle że nie ze strony skazanych, co policjantów którzy musieli pożegnać się z pracą w wyniku redukcji etatów. Sierżant Grabowski również miał na biurku włączony komputer, za którego pomocą mógł bez wychodzenia z pokoju sprawdzić co się dzieje w każdym kącie budynku. On jednak pochłonięty był czytaniem prasy, a dokładniej ostatnich stron poświęconych sportowi i zbliżającemu się meczowi piłki nożnej. Właśnie był w połowie wypowiedzi trenera polskiej drużyny, kiedy nagle zgasło światło. Zdenerwowany odłożył gazetę i powoli, zaczepiając po drodze o coś, co stanęło na jego drodze podszedł do drzwi.