Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Romans · 9 min czytania

Ta Jedyna (odc. 7-ost.)

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

ROZDZIAŁ XI

<oto mój świat, oto moje miasto – pustynia której nienawidzę tak jak ty. Tylko w tobie widziałem na tej ziemi nasz raj, tylko ty byłaś moją... Teraz już nie mam nic, nie wiem jak zgubiłem gdzieś w szarym dniu twój ślad – zapomnę o tobie, nie będzie już mnie bo nie będę już sobą... o nie...>

Radio cicho grało kawałek przypominający Agnieszce o ukochanym. O ukochanym, którego już nie ma na tym świecie. Na świecie, gdzie zło czaiło się na każdym kroku a każdy kto był normalny nie miał racji bytu. Był to okrutny świat. Zrodzony przez przywiezioną z zachodu demokrację, która nie sprawdziła się w tutejszych warunkach i stała się symbolem korupcji, przestępczości, niespełnionych obietnic i ciągłego dążenia do wątpliwego sukcesu którego wyznaczanego grubością portfela. Czy ją też czekała taka przyszłość?

Do domu przywieźli ją wczoraj wieczorem. Po cichu, żeby nikt się nie dowiedział. Ojciec zapłacił kupę pieniędzy aby tylko informacja ta nie przedostała się tam, gdzie nie trzeba... Od tego czasu siedziała tak w pokoju, z rzadka tylko odwiedzana przez rodziców, którzy powinni się przecież nią zająć w tak ciężkich dla niej chwilach. Powinni przytulić, pocieszyć... Ale nie, oni tylko stanowczo przywoływali ją do porządku. Do tego przyprowadzili jakiegoś psychiatrę, który kazał jej myśleć o morzu i o ptaszkach... Jakże ona miała dość takiego życia! Opadła na łóżko i leżała tak patrząc w sufit. Pod posłaniem poczuła jednak coś twardego. Włożyła rękę pod narzutę i wyciągnęła starą gazetę. Przypomniała sobie że sama ją tu schowała prawie tydzień temu. Było w niej o wypadku o którym wówczas głośno było w całym kraju. Ona też wtedy się tym przejęła. I nagle jej oczy nabrały blasku. Widziała już rozwiązanie. Podniosła się i poszła do kuchni. W szufladzie leżało kilka kluczy, między innymi i ten, o który jej chodziło. Nie było tam jednak klucza do mieszkania, a rodzice przecież zamknęli je na wszystkie zamki kiedy wychodzili w interesach. Na szczęście mieszkała na parterze. Wyszła więc przez balkon. Najbliższy przystanek był zaledwie o kilkanaście metrów od jej domu...

Z autobusu wysiadła jak w transie. Przeszła przez ulicę i weszła do budynku Urzędu Miejskiego. Na dole minęła pana z obsługi.

- Panienka do tatusia? Nie ma... wyszedł z godzinę temu... - Tak, wiem... Prosił mnie abym coś przyniosła z jego biura – pomachała dziadkowi przed nosem kluczem i weszła do windy.

Wybrała klawisz wskazujący na ostatnie piętro, chociaż gabinet ojca znajdował się piętro niżej. Obok windy były również i schody. Można było nimi dojść tam, gdzie winda już nie dojeżdżała, a mianowicie na poddasze. Tam znajdowało się już tylko kilka magazynów. No i wyjście na dach, na czym Agnieszce zależało... Ucieszyła się, gdy zobaczyła że właz nie jest zamknięty na kłódkę. Niewielu ludzi wiedziało o tym przejściu, więc urzędnicy postanowili trochę sobie zaoszczędzić na niepotrzebnych zabezpieczeniach. Żeby włamać się do budynku od tej strony należałoby chyba mieć helikopter, a tego jeszcze miejscowi przestępcy ni posiadali. Wyszła na górę. Świat z wysoka wydawał się taki mały... Podeszła do krawędzi. Stała tam kilkanaście minut myśląc nad tym, co ostatnio przeżyła. Nie wiedziała, że z dołu była doskonale widoczna i że ktoś zadzwonił policję. Wkrótce na dole zebrał się całkiem niezły tłumek. Patrzyła na tych ludzi czekających teraz tylko na każdy jej ruch... Dla nich była to sensacja, kolejne ciekawe wydarzenie o którym jutro napiszą w gazetach. Może niektórzy nie chcieli, by to zrobiła. Ale czy nawet oni mogli wiedzieć, co teraz czuła?

Nad budynkiem pojawił się helikopter. Zatoczył koło i zniżył swój lot. Z zainstalowanego megafonu odezwał się spokojny, lecz zdecydowany głos.

- Czy mogę zejść tam do ciebie?

Agnieszka podniosła głowę. Samolot jednak był zawieszony w kierunku z którego świeciło słońce, tak więc nic nie zobaczyła.

- Nie... - Rozumiem cię, wiem co czujesz – odezwał się głos po chwili zastanowienia. - Akurat – mruknęła cicho dziewczyna. Ten z góry nie mógł tego słyszeć. - Może porozmawiamy o tym? Poczujesz się lepiej. - Może zostawicie mnie w spokoju?! –

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%