Inne · 5 min czytania
Tak trzeba. Próbka.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Nowy dzień. Cały świat płynie. Otwieram oczy. Jest, jak zwykle. Wstaję. Otwieram okno, jeśli jest ciepło. Tego drugiego nie otwieram, tylko odsuwam żaluzje. Wstawiam wodę i idę się wypróżnić. Myję zęby, albo nie, jeśli zamierzam wypić kawę. Herbatę mogę pić zaraz po myciu zębów, ale kawa mi wtedy nie smakuje. Myję twarz. Nakładam krem. Potem prysznic, chyba, że nie mam czasu. Zawsze jednak umyję głowę. Bez tego nie wyjdę. Chyba, że jestem spóźniona. Następnie kawa albo herbata. Bez śniadania, bo nie mogę tak zaraz po przebudzeniu jeść. Zaczynam być głodna około 11. Nieraz nie jem aż do 16. W czasie picia kawy lub herbaty, maluję się. Czasem nie mam czasu na gorący napój, więc rozpuszczam sobie Plusza. Na końcu suszę włosy. Ubieram się. Wychodzę. Pakuję się wieczorem poprzedniego dnia, bo tak to nigdy nie wezmę wszystkiego, czego potrzebuję. Jak zwykle zapominam o fretce (mojej małej psotnicy) Koli, dlatego rzucam torbę i wyciskam jej trochę Wiskasa na talerzyk. Już naprawdę wychodzę. Chociaż jeszcze sekundę się przeglądam, a i wyłączam telewizor. Tak pierwsze, co robię po przebudzeniu, to właśnie włączam telewizor – MTV, VIVA, cokolwiek z muzyką. Poranek wygląda tak. Wieczory też mam jednakowe. Czy wracam z imprezy czy ze szkoły, czy z roboty wygląda to tak samo. Karmię Kolę, idę siusiu, myję się. W zależności, w jakim jestem w stanie mam dwie drogi, ale zawsze włączam telewizor, tym razem na Discovery lub coś w podobie. Muzyka na noc mi nie służy, ale program o I wojnie św., albo jakieś katastrofie jest niezawodną bajka na dobranoc. Jak jestem w stanie to jeszcze pooglądam ten program z 30 minut, ale jak nie, to zasypiam natychmiast. Telewizor sam się wyłącza. To jeszcze zależy czy nie zapomnę go ustawić. Kiedyś to inaczej wyglądało. Kiedyś była jeszcze ta druga połowa, która dzieliła ze mną mieszkanie. Wtedy było o wiele przyjemniej. Teraz jej nie ma, a ja przyzwyczaiłam się do tego stanu. Odkrywam uroki mieszkania samemu i podoba mi się to, chyba, że akurat ma chandrę lub oglądałam na dobranoc program o seryjnym mordercy. Wtedy mam ochotę nocować u rodziców. Bycie singlem nie jest złe. Nie jest też dobre. Zresztą to pojecie względne. Zależy, co komu leży... z kim leży też zależy... zresztą ja akurat leże sama, a łóżko mam na dwie osoby...dwie DUZE osoby. Mam do dyspozycji dwie duże…