Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Akcja · 7 min czytania

Takie tam małe opowiadanko

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Wyszedłem zza rogu, trzymaną w ręku drewnianą pałkę wspierając na ramieniu. Dla tych dwóch typków moje nagłe pojawienie musiało być sporą niespodzianką, bo stracili nieco czasu dziwiąc się. Niby sekunda, ale czasem na wagę złota. Jeden z nich opierał się niedbale na bejsbolu – błąd. Bejsbol to taka mieszana broń, niby ręczna a jednak dystansowa. Że nie? To spróbuj walnąć nim kogoś, kto jest bliżej niż wyciągnięcie ramion. No i żeby machnąć, trzeba najpierw wziąć zamach, a jak się opierasz na kiju – pierw go podnieść. I znów – niby sekunda, dwie, a jak przyjdzie co do czego – strasznie dużo czasu. Wystarczająco dużo by gość, który właśnie wyszedł zza rogu z pałką na ramieniu zdążył walnąć nas w czerep. Tak też uczyniłem. Szkoda tylko, że przy pierwszym uderzeniu moja broń rozprysnęła się na łbie adwersarza. Nie żebym taką miał parę w rękach, by rozwalać kije przy uderzeniu, widać jakaś skaza w drewnie czy co... W każdym razie odniosłem połowiczny sukces – przyjąwszy bohatersko cały impet na czaszkę gość odmeldował się i padł tam gdzie stał, ja zaś sam się rozbroiłem, a został jeszcze drugi gość. Ten jednak nie wykorzystał mej chwili wahania, gdy zaskoczyła mnie nagła destrukcja broni – ale tandeta, zapamiętać – nigdy więcej nie kupować w sklepie u Heńka. Przecena, kurde go mać, zwykłe badziewie a nie przecena. Jak uda mi się wrócić z tej akcji w jednym kawałku, to złożę reklamację. A potem ktoś będzie musiał poskładać Heńka... Kiedy mnie gnębiły smutne myśli na temat jakości współczesnych produktów, drugi z przeciwników – zamiast wykazać się sprytem i walnąć mnie znienacka – zaczął grzebać w kieszeniach spodni, pewnikiem szukając majchra. Takoż i mój majcher miałem w kieszeni, ale szybko oceniłem, że zanim go wyciągnę – stracę inicjatywę w walce. Postanowiłem improwizować – zdejmę go z byka, lub mówiąc prościej – zawalę z bani. Szkopuł tkwił w tym, że gość miał na głowie coś jak hełm, poniemiecki czy jakiś – w każdym razie zamiast chwycić go za uszy jak to zwykle czynię celem ustabilizowania celu przed przywaleniem głową – chwyciłem ten hełm. I to chyba zniekształciło mi wskazania celownika, bo zamiast w nos – przywaliłem mu czołem w rant hełmu. Zadzwoniło, przynajmniej mi w uszach i nieco pociemniało. Oj, coś mi chyba nie wyszło – zdążyłem pomyśleć nim nieco zamroczony naniosłem poprawki i walnąłem jeszcze raz. Tym razem moje czoło trafiło jego dolną szczękę – za dużo poprawki dałem. Efekt jednak nie był najgorszy, bo poczułem i usłyszałem solidne chrupnięcie – to dolna szczęka gościa, a właściwie wszystkie jej kawałki postanowiły rozstać się z żuchwą i wybrały samodzielne życie. Gościowi nie spodobało się to i oponował słabo, starając się rękoma utrzymać je w jednym miejscu. - No stary, tych puzzli to sam nie poskładasz – pomyślałem, ale że gość wyglądał na wyłączonego trwale z walki uznałem, że wystarczy mu wrażeń na dziś. Gorzej, że w trakcie zmagań z jego hełmem rozwaliłem sobie czoło. Śmieszna sprawa z tymi ranami głowy, krwawią obficie że hej. Małe rozcięcie, a człowiek puszcza juchę jak zarzynane prosię. Musiałem obwiązać…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Takie tam małe opowiadanko — czytnik · opowiadania