psychologia · 4 min czytania
Tam gdzie spadają anioły...
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Wybiła już dwunasta, a na wieży pojawiła się flaga symbolizująca zwycięstwo nad żywiołem. Ja jednak tak nie uważałem, jaki żywioł? Czy oni już nie potrafią przyznać się do błędu? Tak to przez głupotę człowieka doszło do wybuchu elektrowni. I kto mi teraz zwróci dawne życie? Myślałem, że to już koniec, podążałem za tłumem wywiezionych z obszaru zagrożonego skażeniem. Mieliśmy stawić się w Urzędzie miasta w pobliskim mieście, dali nam nocleg w jakiejś starej, opuszczonej fabryce. Ci, którzy mieli rodziny udawali się do nich. Ja nie znałem tu nikogo, moją matkę i rodzeństwo wywieziono gdzieś dalej. Ale nie miałem pewności. Czułem rozrywający ból w głowie, ledwo trzymałem się na nogach. Nadal nie mogłem się pogodzić z tym wypadkiem, byłem bezsilny. Oparłem się o ścianę i zacząłem nucić stara kołysankę, która przypomniała mi beztroskie czasy, kiedy byłem dzieckiem. Nagle poczułem delikatny uścisk mojej reki. Jakaś mała dziewczynka o anielskich rysach twarzy z czarnymi loczkami na głowie podeszła do mnie i złapała mnie za rękę. -Proszę Pana, dlaczego Pan jest taki smutny? Proszę się uśmiechnąć.-powiedziała mrużąc oczy. -Nic mi nie jest, po prostu tęsknie za rodziną. Jestem Jurij. A Ty?- zapytałem głaskając dziewczynkę po głowie. -Larysa. Kiedy ja za kimś tęsknię to pisze list. Może Pan też napisze? -Spróbuję tylko ze ja nie mam adresu zobacz Twoja matka Cię szuka. – powiedziałem. -A po co Panu adres do nieba. Moja mama mi powiedziała, ze serce jest najlepszym listonoszem. A jeśli Pan nie lubi listonoszy to może napisze Pan książeczkę z przemyśleniami, moja starsza siostra tak robi. Musze już iść. Dowidzenia. Ciekawe dziecko i takie mądre jak na swój wiek. Może to i dobry pomysł przelać uczucia na papier, myślałem. Po chwili wyciągnąłem z kieszeni zgnieciona karteczkę.…