Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Thriller · 8 min czytania

Tam, gdzie zaczyna się koszmar...

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

- Słyszałaś, co powiedziałem? W tym momencie otworzyłam oczy. I co zobaczyłam? Nic, w pokoju było ciemno. Nigdy nie lubiłam ciemności. Gdy znajdowałam się w ciemnym pomieszczeniu czułam się osaczona, czułam niepokój. Bałam się, że za chwilę z tej wszechogarniającej ciemności wypadnie na mnie bestia, która swoimi szponami rozszarpie mój brzuch. A teraz znajdowałam się w jakimś ciemnym pokoju, nawet nie wiedząc z kim. I co najgorsze, ten ktoś szeptał mi coś do ucha. - Co? Zabrakło ci języka w gębie? Mów! Słyszałaś, co do ciebie powiedziałem?- głos nieprzyjemnie mnie drażnił i wywoływał drżenie mego ciała. Głośno przełknęłam ślinę. - Wybacz, ale niestety nie słyszałam. Możesz powtórzyć? - Normalne i znów muszę zacząć od początku. Ech… zaczynam, ale teraz masz mnie już słuchać, nie będę się powtarzał. Tak więc…ekhm… jestem twoim najgorszym koszmarem a imię moje brzmi Rosier. Hmmm… mówiłem już, że jestem twoim najgorszym koszmarem? Słabym, trzęsącym się głosem odpowiedziałam, że tak. Poczułam delikatne muśnięcie dłoni nieznajomego na policzku. Chciałam się odsunąć, ale Rosier złapał mnie za rękę. - Słuchaj mnie teraz uważnie. Nie wiem, czy interesujesz się upadłymi aniołami i tym podobnymi sprawami, ale musisz wiedzieć Skarbie, że ja jestem jednym z upadłych aniołów. I niestety na nieszczęście dla ciebie, sprawiam, że ludzie cierpią z powodu miłości. Och Kotku, ktoś doniósł mi, że bardzo kochasz pewnego, niewartego ciebie człowieka. Powiedz mi, czy to prawda? Nie mogłam zaprzeczyć, to była prawda. Kochałam pewnego mężczyznę, który gardził moją miłością. Ale żeby zaraz przychodził do mnie demon? Biorąc pod uwagę to, że zamierzałam zapomnieć o tej mojej nieszczęśliwej miłości, wydało mi się to dziwne. Rosier wiedział chyba o czym myślałam bo ścisnął mocniej moją rękę i czule wyszeptał. - O nie Skarbie. Nigdy o nim nie zapomnisz, już moja w tym głowa. Szarpnęłam ręką próbując uwolnić się z uścisku demona. Jednak on trzymał mnie mocno. Poczułam na swojej twarzy jego oddech. Czułam, że pochyla się ku mnie. - Proszę wypuść mnie- poprosiłam- Dlaczego akurat ja? Śmiech Rosiera był nieprzyjemny, spowodował u mnie nagły i silny ból głowy. Poczułam się tak, jakby ktoś wbijał w mój mózg długą szpilkę. I w tym momencie cieszyłam się, że sprawca mych cierpień trzyma mnie za rękę, inaczej upadłabym na podłogę. - Jeszcze pytasz: „Dlaczego ja?” Jesteś niemądra Skarbie. A kto był gotów poświęcić swoje zdrowie dla ukochanego? Wiesz o czym mówię? Tak, doskonale wiedziałam, o czym mówił demon. Przypomniałam sobie dzień, w którym leżałam na szpitalnym łóżku i patrzyłam jak moja krew wolnym strumieniem wpływa do żył mojego ukochanego. Nie myślałam wtedy o konsekwencjach. Nie myślałam o tym, że mogę podupaść na zdrowiu. A nawet gdybym myślała… na pewno nie zrezygnowałabym z tej transfuzji. Wiedziałam, że moja krew może uratować mu życie i tylko to było dla mnie ważne… - Dobrze myślisz Skarbie, właśnie o to mi chodziło. A teraz odpowiedz sobie na pytanie: „Dlaczego ja?”- głos Rosiera zrobił się ostry niczym miecz. Kolejne wspomnienie stanęło mi przed oczami; zupełnie tak jakbym oglądała w kinie jakiś stary film. Film o sobie samej. Zobaczyłam go, stojącego przede mną i oschłym głosem wypowiadającego tylko jedno słowo: „Dziękuję”. - Tylko tyle?- zapytałam wtedy a jego zielone oczy powiedziały mi wszystko. - Owszem, uratowałaś mi życie, ale nie uczynię cię na powrót królową mego serca. W nim już nie ma miejsca dla ciebie. Nie chcę próbować drugi raz… I oto miałam swoją odpowiedź. - Wybraliście mnie, ponieważ jestem naiwna, bo kocham człowieka, który gardzi moją miłością, moim poświęceniem dla niego. Przybyłeś by sprawić bym nigdy o nim nie zapomniała; bym już nigdy nie zaznała spokoju. Rosier puścił moją rękę i usłyszałam klaśnięcie. Domyśliłam się, że demona usatysfakcjonowała moja odpowiedź. - Wiesz Skarbie, że jesteś wspaniała? Doskonale…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Tam, gdzie zaczyna się koszmar... — czytnik · opowiadania