Fantasy · 5 min czytania
Tawerna "Pod kolorową papugą" - cz.1 - Ł
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Łup
Och, jak ja kocham to miejsce! Bywałem w różnych rejonach znanego współcześnie świata, niejedno już na oczy widziałem i z niejednego pieca jadłem chleb. Ale każdy mój powrót w rodzinne strony zawsze wiązał się z tą tawerną. Ot, tawerna, jakich wiele w tym mieście. Ale jak pewne jest, że Mirennberg jest największym portem cywilizowanego świata, tak ja jestem pewien, że drugiej takiej knajpy jak Pod Kolorową Papugą nie ma. Zawsze mnie jak i pozostałych bywalców lokalu zastanawiało co to jest ta papuga. Ktoś kiedyś mówił, że jest taki ptak w obcych, dalekich krajach. Ale ten narysowany na szyldzie przypominał zwykłą kurę. No, może nieco zdeformowaną. I z orlim dziobem. Kędzierzawy jednak zawsze bardzo się irytował słysząc podobne stwierdzenia. Przejął ten przybytek po ojcu, jego ojciec po swoim ojcu i tak dalej. Taki rodzinny interes ze zmutowaną kurą w godle. - Tyle razy już wam powtarzałem! - westchnął Kędzierzawy gładząc się po swej łysej jak kolano czaszce. To nie kura tylko papuga! Taki obcokrajowy ptak. Mój pra-pra-pradziad jak pamiętacie był nordmenem. Pochodził z dalekiego kraju na północ stąd. - Wiemy gdzie jest Nordia! - wtrącił Gunter - Jesteśmy przecież żeglarzami, pamiętasz? - A ja jestem nordmenem! - zaśmiał się blondwłosy Olaf - Nie musisz mi przypominać gdzie mam dom. - Dobra, dobra - żachnął się Kędzierzawy - Wróćmy do mego przodka. Otóż żeglował on tak jak i wy po morzach, ale jak sami się domyślacie wiele teraz znanych lądów nie tknęła jeszcze wówczas ludzka stopa. - Ale nie wykluczasz krasnoludzkiej? - wyszczerzył się Sierpowy, notorycznie pijany krasnolud. - I wstawcie sobie, że mój pradziad - Kędzierzawy nie zwracał już uwagi na docinki i wtrącenia, wpadł w trans. Zawsze tak było, gdy mógł opowiadać o którymś ze swych słynnych przodków - wraz ze swymi ludźmi dopłynął do baaardzo odległego lądu i niewyobrażalnie wprost dzikiego. Dziś kraj ten nazywamy Lenarią. Wszyscy wymieniliśmy znaczące spojrzenia. Każdy coś tam słyszał o krainie gigantycznych jaszczuroludzi, ale nikt się tam nigdy za ochoczo nie wybierał. A jeśli już, to rzadko wracał. Cóż, żywot marynarza nie należy do bezpiecznych. - No i dziad mój - kontynuował Kędzierzawy - jak to nordmeni mają w zwyczaju, przystąpił ze swymi ludźmi do plądrowania i grabieży na nowo odkrytych ziemiach. Kiedy po kilku dniach wędrówki po dżungli... Wiecie co to dżungla, prawda?