Psychologia · 3 min czytania
Te dni
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
I znowu zbliżają się wielkimi krokami. Niby to dobrze, bo większa pewność, że tym razem nie odwiedzi cię bocian, jednak wcale nie skaczesz z radości. Przeciwnie. Właśnie nadchodzą one. Te dni. Co prawda obiecujesz sobie, że tym razem się nie dasz ale … już niedługo ….
Nie patrz w moją stronę, nie odzywaj się. Nie drażnij lwicy. Każdy szczegół może doprowadzić cię do furii a jeszcze jak na złość ten mały wstrętny kundel za ścianą znowu ujada. Łażą po korytarzu jakieś mendy, chociaż jest domofon, z kranu znowu kapie tak, że z przyjemnością wyrwałabyś tę rurkę, żeby było cicho. Znowu wyskoczyły ci diody a piersi nabrzmiały jak balony. Szkoda, że nie można ich odwiesić na ten czas. Objadasz się słodyczami, choć już masz wyrzuty sumienia. Zjadłabyś jeszcze ale sklepy zamknięte. I co z tego, że niedziela. Nie ważne, że sama właśnie wróciłaś z pracy bo nieludzki szef wymyślił niedzielne dyżury. I jeszcze on zamiast cię przytulić, uciekł na piwo i pewnie wróci w nocy nawalony, śmierdzący alkoholem i jeszcze będzie zapalał światło. Weźmie prysznic i znowu zaleje łazienkę. Po tobie zawsze jest sucho. I będzie jadł nad ranem, nakruszy na dywan i nie posprząta. Zabierze całą kołdrę i zacznie chrapać.
Nie zaczniesz robić brzuszków bo lepiej poczekać aż się skończy, na basen też nie pójdziesz bo sobie nie popływasz. A zresztą jak mu się nie podobasz niech sobie szuka innej, chudszej, ładniejszej. Ty sobie bez niego poradzisz doskonale. Obraził się. To