Religia · 4 min czytania
-Ten nasz zbawiciel
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
-Ten nasz zbawiciel
Ktoś kiedyś powiedział, że niezbadane są wyroki boskie, może był to mędrzec, może zwykły pijaczyna, może człowiek na łożu śmierci, może rodząca kobieta a może po prostu szary poeta na ulicy. Może nie powinnam gardzić Bogiem, może nie powinnam pisać dużą literą imienia Jezus. Może codziennie rano i wieczorem powinnam się modlić, może gdybym to robiła wszystko ułożyłoby się inaczej, może...
Krople deszczu były takie zimne, każda kolejna spływała po mojej przemoczonej sukience, mokrych ramionach, bosych stopach i dłoniach trzymających lekko letnie pantofle. Śmiałam się głośno biegnąc zatłoczonym chodnikiem, przyprawiając zdziwionych przechodniów o chwilowy uśmiech. Życie było takie łatwe, czułam się jak Bóg, bożek, diabeł, anioł, Budda i każde inne wszechmogące stworzenie, które nie chce być nazywane stworzeniem, biegnąc tam, wtedy, w tym deszczu. Z hałasem przejechała wielka ciężarówka ochlapując wszystkich dokoła brudną wodą z ogromnej kałuży, co wywołało u mnie kolejny napad śmiechu, który ucichł trochę na widok płaczącego chłopca. Podeszłam do niego lekkim krokiem, przykucnęłam obok i przywitałam się pogodnie. Wydawał się taki niewinny z tą swoją brudną twarzyczką ociekającą łzami. Spojrzał na mnie zdziwiony i zapytał czy zostanę jego mamą, zrobił to z taką szczerością i wdzięcznością, że odebrało mi na chwilę mowę i nie zastanawiałam się nad niedorzecznością tego pytania. Jednak on pociągnął mnie za mokrą sukienkę jakby przypominając o swoim istnieniu. Odparłam, że pewnie się zgubił i żebyśmy razem poszukali jego prawdziwej matki, pokiwał głową z aprobatą i złapał mnie za rękę prowadząc w stronę ruchliwej ulicy, nie protestowałam. Kilka metrów przed pasami pociągnęłam go do siebie żeby się zatrzymał i poczekał aż przejedzie samochód, nie odniosło to na nim żadnego skutku, odwrócił tylko swoją…