Biografia · 6 min czytania
Terapia...
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Godzina była wczesna. Coś koło czwartej dwadzieścia. Panująca wokół cisza przyprawiała mnie o mdłości. Już dawno nie czułem się taki pusty w środku. To gwar i krzątanina ludzi zawsze tłumiły mój ból istnienia. Wojna, którą toczyłem zarówno z samym sobą jak i przeciw sobie nasilała się. Zaczęło się od ataku chorych wyobrażeń, których myślą przewodnią była śmierć. Wciąż białe niczym nieskażone ściany zacieśniały się coraz bardziej a w środku byłem ja. Proces ich zacieśniania się był bardzo powolny. Zaczęło brakować mi powietrza. Oddech miałem płytki i szybki. Tylko serce wciąż biło tak samo. Myślałem tylko o jednym. Chciałem przetrwać, choć wiedziałem, że śmierć jest nieuchronna. I znowu zasnąłem. Znowu przegrałem kolejna bitwę. Długo rozważałem możliwość pozostania w ośrodku. W przeciwieństwie do białych ścian godzina piętnasta zbliżała się nieuchronnie. Wiedziałem, ze już za trochę zapomnę o zapachu cedrowej szafy, którego tak nie znosiłem. Dziś jednak pomyślałem, że zapach ten towarzyszył mi będzie zawsze i nie pozwoli mi zapomnieć. Woń cedru intensywnie się nasilała. Zaczęło drapać mnie w nozdrzach a ostrość zapachu powodowała pieczenie w gardle. I kolejny raz dałem się ponieść wiatrom mojej własnej wojny. Wrogiem był zapach. Zapach, który jednych doprowadza na szczyt uniesienia drugim jest obojętny a dla mnie jest wrogiem. Jedyne, czego w tej chwili pragnąłem to nic nie czuć. Im częściej o tym myślałem tym bardziej mi to przeszkadzało. Pieczenie w gardle było nie do zniesienia. Zaciskałem zęby i czekałem. Chciałem z nim przegrać, ale nie bardzo wiedziałem, jak więc czekałem aż uzna ze wygrał. Czekałem a on wciąż nie odpuszczał. Nic nie robił po prostu był i triumfował. Bałem się przełknąć ślinę. Ślina była by atakiem na podrażnione zapachem gardło a ja nie chciałem walczyć. Chciałem przegrać, więc nie robiłem nic. Czekałem ze ślina w ustach aż stwierdzi, że jestem za słaby by z nim walczyć. Nie podejmowałem żadnych działań, ale on był cierpliwy. Wciąż trwał i trwał. Poczułem przypływ gorąca. Miałem spocone czoło i dłonie. Czoło spocone miałem bardziej. Zawsze pierwsze poci mi się czoło. Kropla potu z czoła drążyła koryto w moim policzku. A ukojeniem na piekące gardło okazał się zapach potu. To wcale nie znaczyło ze wygrałem. Ktoś przyszedł mi z pomocą. Przestałem myśleć o przegranej, kiedy usłyszałem dźwięk dzwonka mojego telefonu. Piętnasta. Musiałem opuścić schron. Dla mnie była to pewna śmierć, ale chciałem stanąć z nią twarzą w twarz. Już niedługo poczuje na swoim ciele dotyk otchłani. Zanim jednak pójdę na pożarcie czekała mnie wizyta z Bogiem w białym fartuchu. Najtrudniej będzie udawać. Doskonale zdawałem sobie sprawę, że terapia nie skutkuje. Jak przekonać człowieka ze to, co robi nie przynosi żadnych efektów? Mogłem się tylko cieszyć ze to, co zwane jest terapia nie pogarsza sprawy. Nie było gorzej, ale nie było tez lepiej. Człowiek ma poczucie czegoś w…