Zbrodnia · 5 min czytania
The Killer
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Było już długo po zmierzchu. Szedł samotnie pustym chodnikiem, z rzadka przejechał tylko jakiś samochód, ale nie zwracał na to uwagi. Nie zwracał też uwagi na to, gdzie jest. Zamyślonym wzrokiem patrzył przed siebie. Planował to już od dawna. Rozejrzał się dyskretnie. Choć doskonale wiedział, że jest sam. Skręcił w bramę prowadzącą do parku. Lampy świeciły słabym światłem, a wizja alej w tym świetle wyglądała mało przyjaźnie. Ale mu nic nie groziło. Wiedział o tym. Instynktownie doszedł do miejsca. Miejsca, w którym ostatnimi czasy spędzał sporo czasu. Zszedł z ścieżki i dyskretnie schował się za drzewem, tak aby nikt go nie widział. Nie minęło wiele czasu. Szła szybkim krokiem. Jej włosy falowały w takt jej kroków. Wydawało się, że minie go szerokim łukiem, ale po chwili skręciła w jego alejkę. Zawsze skręcała. Zauważył na jej twarzy ulgę. Dostrzegał ją u niej za każdym razem, kiedy ta zbliżała się już do wyjścia. Do wyjścia z tego nieprzyjaznego miejsca. Jednak dziś miało się stać inaczej. Planował to przecież od tak dawna. Wyszedł naprzeciw niej. Lekko się zlękła, ale poznała go. Spojrzała na niego z pogardą. Patrzyła na niego tym samym wzrokiem, kiedy.. Nie chciał do tego wracać. Wyszeptał zdawkowe „cześć”. Jakby z wahaniem, niepewnością? Ona tylko prychnęła. Bo, po co ma sobie zaprzątać nim głowę? Każde zajęcie było ciekawsze, niż rozmowa z nim. Minęła go. Bez żadnego słowa. Jak gdyby nie istniał. Właśnie to zachowanie przekonało go, że nie planował tego wszystkiego na marne. Przez całe jego ciało przebiegł miły dreszcz i ogarnęło go ciepło. Wiedział już, że to zrobi. Dogonił ją w kilku korkach, ona nawet tego nie zauważyła. Jedną ręką chwycił ją mocno w pasie, a drugą zasłonił usta. Chciała krzyczeć, ale nie mogła. Wierzgała się, ale to on był silniejszy. Czuł, że teraz to on dominuje. Nigdy nie czuł się tak dobrze. Ale nie. Nie chciał się śpieszyć. Nie chciał tego zaprzepaścić na samym początku. Przecież planował to od tak dawna. Zaciągnął ją w najbliższe krzaki. Tu nikt jej nie usłyszy. Rzucił ją na ziemię. Usiadł na niej okrakiem. Spojrzał jej w twarz. Patrzyła na niego szeroko rozwartymi oczami. Oczami pełnymi strachu. Myśl, że się go boi podniecała go. Zapytała się, czego od niej chce. W odpowiedzi wyciągnął z kieszeni nóż.