Zbrodnia · 6 min czytania
To taka gra
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Marie była zwykłą dziewczyną, z wielkimi marzeniami. Zawsze pragnęła zostać lekarzem, więc od małego ślęczała nad książkami. Nie miała wielu przyjaciół, jednak oceny w szkole i zadowolenie rodziców były dla niej ważniejsze. Nauka zawsze na pierwszym miejscu. To się zmieniło, kiedy poszła na studia. To właśnie tu poznała miłość swojego życia. Bency może nie był typem romantyka, który przynosiłby dziewczynie kwiaty i zasypywał komplementami, jednak jej to nie przeszkadzało. Spotykali się dopiero dwa tygodnie, ale była przekonana, że to właśnie ten jeden, jedyny.
Zbliżał się wieczór, a Marie, zamiast przygotowywać się na zajęcia, siedziała przed lustrem, niezdarnie nakładając makijaż. Kosmetyki poleciła jej współlokatorka, a sukienkę na randkę pożyczyła siostra. Wszystko miało być idealnie. Najpierw kolacja, potem spacer przy świetle księżyca. Mieli się spotkać w parku, przed zachodnią bramą. Dziewczyna spojrzała na zegarek. Jeszcze godzina. Pospiesznie skończyła się malować, spojrzała na efekt i zadowolona zarzuciła na ramiona płaszcz. Powietrze było przyjemnie chłodne. Po ostatnich upałach była to miła odmiana. Dojechała na miejsce autobusem. Pod bramą znalazła się pięć minut przed czasem. Jego jeszcze nie było. Ruszyła w stronę parku i przycupnęła na jednej z ławek, czekając. Czas mijał. Pięć minut, dziesięć, dwadzieścia... a jego jak nie było, tak nie ma. Zniecierpliwiona dziewczyna wyciągnęła telefon. Nikt nie odbierał. Chyba mnie nie wystawił? - zastanowiła się. Rozejrzała się po otoczeniu. Było ciemno i żadnej osoby w pobliżu. Dreszcz przebiegł jej po plecach, objęła się ramionami. Ne podobało jej się to wszystko. Kiedy Bency przyjdzie, wygarnie mu, co myśli o spóźnianiu się. Jeśli uważa, że może pozwalać swojej dziewczynie tyle czekać, to się grubo myli. Kilka minut później jej cierpliwość się skończyła. Rozdrażniona wstała z ławki i nerwowym krokiem ruszyła w stronę wyjścia z parku. Nagle coś usłyszała. Cichy szelest. Na początku go zignorowała, stwierdziwszy, że to zapewne szum niedalekiej ulicy miesza jej zmysły, jednak kiedy dźwięk się powtórzył, obejrzała się. Nie zdążyła nawet krzyknąć. Postać chwyciła ją i zasłoniła usta. Dziewczyna poczuła ciężki, nieprzyjemny zapach i po chwili straciła przytomność.
Kiedy się ocknęła, stwierdziła, że jest związana i zakneblowana. Nic nie widziała i dopiero po chwili uświadomiła sobie, że ma opaskę na oczach. Czuła w powietrzu słaby zapach oleju silnikowego, a ciasne miejsce, w którym była, kołysało się miarowo. Wytężyła słuch. Samochód – pomyślała zrozpaczona. Myśli wirowały szaleńczo jej w głowie. Spróbowała się oswobodzić, jednak nie miała dosyć miejsca na jakikolwiek ruch. Jedynym, co jej pozostało, było czekanie. Nie jechali długo. Dziewczyna usłyszała cichy stukot i poczuła na twarzy powiew świeżego powietrza. Ktoś