kultura · 7 min czytania
To zawsze musi być...(Ja się nie żegnam. cz.2)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
To zawsze musi być dramatyzm.
(…)Maj niepostrzeżenie zaczął wprowadzać rządy lata oplatając długimi, słonecznymi promieniami zarówno poranki, jaki coraz późniejsze zachody. Ognista kula wisiała nisko nad horyzontem, to wychylając się i prześwitując zza wysokich budynków, to pogrążając ich w chłodnym cieniu. Weronika i Marcel szli spokojnym, nieśpiesznym krokiem wśród zgiełku tłumów stolicy, który o wieczornej porze wydawał się nasilać w ostatnich krzykach dnia, by ucichnąć w domach, klubach i dyskotekach.
Weronika uwielbiała spacerować ulicami jej miasta, jak zawsze w duchu nazywała Warszawę właśnie, ale te przechadzki, coraz częstsze w miarę ocieplania się pogody, ostatnio traktowała zupełnie inaczej i z dumą godną niejednego pisarza, czy poety, z taką dumą właśnie, stwierdzając, że jej uczucia są pełne sentymentalizmu i to na dodatek totalnego, pisanego przez duże „S”.
Spoglądając na mijane po drodze charakterystyczne budynki, aleje, a nawet drzewa wzdychała i przywoływała w swej świadomości obrazy konsekwentnie przedstawione jej przez Michała Rozenkraca, który z detalicznymi szczegółami opisywał wędrówki odbyte po stolicy z jej matką. Robił to tak plastycznie, tak sugestywnie, z mistrzostwem budując i wprowadzając kolejne ich przygody. Miał rację na samym początku, gdy przestrzegał, że nie potrafi pisać listów. To było coś o wiele lepszego, coś znacznie głębszego. Korespondencja ta trwała już ponad 5 miesięcy i za każdym razem odkrywała coś nowego!
{i}To dopiero dramatyzm{/i}, myślała. Jej znajomi zdecydowanie uważali, że studia polonistyczne na UW dokonały prawdziwej zbrodni na tej dziewczynie. Zakochana w tym jednym słowie {i}„dramatyzm”{/i}, zadręczała przyjaciół konsekwencjami w sztuce, ale szczególnie w życiu codziennym płynącymi z teorii tego wzniosłego pojęcia.
{i}Przygłup, ale kurewsko przystojny{/i}, zawsze powtarzała w duchu, myśląc o Marcelu, obawiając się jedynie, żeby kiedyś przypadkiem nie wypowiedziała słów tych głośno. Była z nim już od pół roku. Razem zmierzali właśnie na imprezę urodzinową jej dobrej znajomej z roku. Tymczasem napawała się nowym urokiem miasta, która to umiejętność niezmiernie ją podniecała, niczym uzyskana magiczna zdolność super-bohaterów rodem z amerykańskich komiksów. Jak bardzo zazdrościła matce…
- Co byś powiedział na pewien eksperyment? – Zagadnęła niby od niechcenia, ale mocniej chwyciła się jego ramienia, co pewnie ją zdradziło. Trzeba przyznać, że aktorka byłaby z niej marna. A jednak miała szczerą ochotę na tę grę. Zaniepokojony miną dziewczyny, z tym swoim zupełnie obojętnym wyrazem twarzy spojrzał na nią i leniwie przeciągając sylaby zapytał:
Część 22 / 2
- Nie jestem pewien, co masz na myśli?
- O tak! – Głośno westchnęła i szybko dodała po chwili. – Z całą pewnością nawet się nie domyślasz. – Uśmiechnęła się całkiem już zdecydowana, a wokół nich wirował barwny tłum. Zakorkowane jak zawsze o tej porze ulice rozbrzmiewały od klaksonów i krzyków zestresowanych po całym dniu kierowców.
- Zamieniam się w słuch. – Z nutą niepokoju w głosie odparł Marcel.
- Kupmy sobie fikusa…
- Ten twój dramatyzm! – Szepnął poirytowany. Gdy twarz zawsze pozostaje obojętna w głupkowatym uśmiechu, intonacją głosu można oddać wszelkie emocje, zdziałać cuda.
Weronika wpadła na ten pomysł już przy 3 liście. Szczerze się litowała na tym biednym Rozenkracem, jednak bardziej interesowała ją przeszłość matki. Tak naprawdę jej nie znała,…