Psychologia · 8 min czytania
Traf moralny
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Wyrżnęłam łopatkami o ścianę z takim impetem, że huk, który wydała ściana przy interakcji z moimi plecami, na pewno został zarejestrowany przez sąsiada z mieszkania obok. Nie spodziewałam się jednak pomocy. Zapewne uznał, że z półki spadło coś ciężkiego. - Ty zdziro! – wrzasnęło blond stworzenie, z progu moich drzwi, który dopiero co przekroczyła – Co ty sobie kurwa myślałaś? Uniosłam głowę i stwierdziłam, że dziewczyna bezczelnie wpakowała się do mojego mieszkania. Następnie trzasnęła drzwiami i odwzajemniła spojrzenie. Patrzyła na mnie z żywym ogniem w oczach, zwiastującym niemałe piekło. Cóż, dzięki jej powitalnemu popchnięciu moje łopatki już odczuwały palący ból. - Czy my się znamy? – spytałam, kiedy dostrzegłam, że dziewczyna szykuje się do kolejnego ataku, co z jakiegoś powodu wkurzyło ją jeszcze bardziej, bo rzuciła się na mnie jak wygłodniały tygrys na kawał wolno uciekającego mięsa. Umknęłam jednak z wąskiego korytarzyka do pokoju, gdzie większa przestrzeń zdecydowanie działała na moją korzyść. Oczywiście nie znałyśmy się. A przynajmniej nie bezpośrednio. Zanim jednak moje łopatki tak boleśnie zderzyły się ze ścianą, doszłam do wniosku, że wiem, skąd ją kojarzę. I to, co odkryłam, w pewien sposób tłumaczyło jej zachowanie. Stanęłam oparta o ścianę obok mojej przedwojennej szafy, podczas gdy ona zatrzymała się w drzwiach prowadzących do pokoju. - Nie udawaj, że nie wiesz kim jestem! – warknęła, zaciskając pięść prawej ręki, która póki co spokojnie zwisała wzdłuż jej ciała. Wiedziałam. Po raz pierwszy zobaczyłam jej zdjęcie na facebooku, trzy dni wcześniej. Gorzej, że było to zdjęcie dziewczyny, która miała status "w związku" z facetem, z którym uprawiałam seks cały ostatni weekend. - Przespałaś się z moim chłopakiem! – wrzasnęła, wciąż stojąc bez ruchu. - Aaaa, teraz kojarzę – zaczęłam, mocno podkurzona całą tą sytuacją i bólem pleców – W końcu zanim ściągnął spodnie, wyciągnął z portfela wasze wspólne zdjęcia z wycieczki do Disneylandu, żebyśmy się obydwoje ponapalali. To było takie podniecające. Z jakiegoś powodu nawet w sytuacjach kryzysowych nigdy nie potrafiłam trzymać gęby na kłódkę. Rozjuszona laska ruszyła prosto na mnie. - Nie wiedziałam, że ma dziewczynę – powiedziałam spokojniej, przytrzymując jej ręce, które chciały dobrać się do mojej skóry. - Akurat! – krzyknęła, wbijając paznokcie w wierzch moich dłoni. Nie kłamałam. Naprawdę o niej nie wiedziałam, kiedy rzucałam się na faceta po ponad rocznym celibacie. Dowiedziałam się później kiedy z ciekawości wpisałam jego imię i nazwisko w wyszukiwarkę Google, z której trafiłam na facebooka. Paznokcie które wbijała mi w skórę, bolały na tyle, że jedyną drogą wyjścia było mocne odepchnięcie, co natychmiastowo uczyniłam. Dziewczyna wpadła plecami na szafę. Niestety jak już wspominałam, moja szafa jest przedwojenna, a co za tym idzie, ma klucz w zamku, który ją otwiera. Obserwowałam jak moja napastniczka obsuwa się zemdlona na ziemię, z dziurą trochę poniżej łopatki. Oczywiście od razu wezwałam pogotowie, które z racji tego, że szpital jest dwie ulice dalej, przyjechało prawie natychmiast. W drodze do szpitala spanikowana zadzwoniłam do starszego brata, zwięźle streszczając mu sytuacje. Obiecał, że przyjedzie jak najszybciej. W szpitalu nie zadawali zbędnych pytań. Szybko ich uświadomiłam, że nic o tej dziewczynie nie wiem, więc wywieźli ją gdzieś na salę operacyjną, a mnie kazali czekać w poczekalni. Brat zjawił się dwadzieścia minut później, kiedy byłam już blisko stanu przedzawałowego. Praktycznie od…