Inne · 3 min czytania
Tragiczna komedia
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Biorę, do ręki kamień, który ma przyjazną twarz. Nie wiem czemu, ale tylko on spośród tysięcy innych braci, ma te oczy, które potrafią ukoić rozszalałą, anarchiczną duszę. Przyciskam go mocno do serca, łapię zimną kulkę powietrza i przełykam boleśnie, do samego wnętrza wynaturzonych płuc. Siedzę tak skulona przy obcej mi ścianie, na bezimiennych schodach. Prowadzę monolog z moim poronionym w 96% umysłem, a 65-procentowe ciało nie odpowiada żadnym konkretnych ruchem. Chcę krzyczeć, ale tylko dziecięcy pisk wyrywa mi się z ust. Chcę uciekać, jednak nogi odmawiają posłuszeństwa. Analizuję zaistniałą, sytuację, niepokornego pieczenia mojego sumienia. Spoglądam jeszcze dwa razy, na to co mnie otacza. Po raz kolejny poznaje kształt nowego przyjaciela. Próbuję wyrwać się z tyrani rozumu, kierującego moje wszystkie działania tylko do jednego- histerycznego śmiechu. Oczy zachodzą mi dziwną mgłą wspomnień i tego co było. Problem w tym, że nic nie było, teraźniejszość już minęła, a czy w ogóle była. Żyję między przeszłością i przyszłością. A co…