Inne · 3 min czytania
Tralala
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
To nie pomięta koszula świadczyła o tym, że tej nocy Jola nie przespała w swoim łóżku, tylko jej uśmiech i nieukrywane poczucie promienności. Już, gdy stanęła w progu kuchni dla niego wszystko było jasne. Kolejne kłamstwa, cudowne sny, wszystko, aby ukryć to, co nie powinno być dla niej zaznane. Z boazerii spoglądały na nią dzikie ptaki, jeden gotowy do lotu, drugi bacznie ją obserwujący. Dla niej istniało tylko ich piękno, a nie paniczna żądza głodu i wytrzeszczone oczy w poszukiwaniu jedzenia. Było to tylko piękno natury. Czuła pod palcami swe potargane włosy, ich nieład symbolizował dzisiejszą noc, nawet paznokcie nie były w idealnym stanie, jak co dzień. Wszystko było inne, prócz kolejnego kłamstwa. Podeszła frywolnie do lodówki w poszukiwaniu zimnego napoju, by ochłodzić swą duszę. On spoglądał na nią, udając, że czyta poranną gazetę. Nalewając do szklanki poziomkowego soku, po chwili przysiadła się do niego. Oboje spojrzeli sobie w oczy. - Jak się spało? – Spytał powracając do czytania gazety, kiedy litery szalały po kartce papieru, a on miał przed sobą tylko jej twarz. - Dobrze. A Tobie? - Dziękuje, że pytasz. Też dobrze. Łyk soku, dziwne uczucie i oboje wybuchli śmiechem. Codzienne przedstawienie się skończyło. - Jesteś jeszcze dzieckiem, a w jego rękach zwykłą zabawką. – Zawtórował spokojnie, odkładając…