Fantasy · 7 min czytania
Trupia droga cz.1
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Miasto Katowice.Codzienny tłok,siarczyste przekleństwa idące pod adresem wszystkiego co zrobi coś danemu człowiekowi dana rzecz. Metropolijka jak zwykle buchała brudem i sadzą z kominów tutejszych fabryk i elektrowni.Nikt się tym nie przejmował gdyż to była nieodzowna jednolita część tego miasta.
***
Była noc.Katowice o tej porze było opustoszałe i mało zaludnione,dlatego dziwnym widokiem było to iż przechodziła przez jedną z ulic zakapturzona postać z zieloną kurtką na sobie i szarymi spodniami z małym łańcuszkiem wetkwionym w kieszeni wystający niechlujnie. Owa postać miała na sobie plecak i śmierdziała potem,szczynami i zmęczeniem.Twarz miała ładną,piękną można by rzec lecz nieco przygnębioną.Wyglądało to jakoby człowiek ten był zmiażdżony przeżyciami lub wiekiem.Tak nie było.mężczyzna był młody i przeżył wiele. Było ciemno.
***
Michał miał niełatwe życie,przeciwnie to co przeżył przez 14 lat ze swoimi rodzicami nie można było nazwać życiem.Było to gówno pomieszane z błotem.Tata alkoholik i narkoman,matka uzależniona od hazardu a on bity przez ich oboje za byle jaką rzecz.Do szkoły nie chodził,stwierdzili u niego "niezdolność do dalszej nauki",więc jedyne co mógł zrobić to zaszyć się,uciec,uciec jak najdalej od rodziców i od katowic oraz tego parszywego świata.Nie wiedział że jego życzenie wkrótce się ziści.
Część 22 / 2
***
chłopak w zielonej kurtce musiał się gdzieś ulokować,jeśli na zawsze chce uciec od starych. Znalazł sobie miły metalowy i wysoki kosz na śmieci,pięknie pachnący zgnilizną i cholera wie czym jeszcze.Michał nie miał wyboru, wyciągnął z plecaka gazete(ha! jak to dobrze że nie zapomniał o niej),wskoczywszy na sam szczyt pojemnika otworzywszy klapę wsunął się między śmieci i okrył starannie z gazetą.Na ziemi leżały porozrzucane kośi od kurczaka.Iście trupia droga. Zasnął szybko.
***
Sen nie trwał długo.Zbudziło go wielkie oślepiające światło i głośny huk. Z światła wyszły dwie postacie,jedna wysoka ze spiczastymi uszami i blada,druga niższa o połowę od tego pierwszego.miała długą,gęstą,rudą brodę. -czy aby,Strathoinie dobrze trafiliśmy?-rzekła blada postać do brodatej. -czy chcesz sugerować,zasrany elfie że ja czystej krwi Ingvald się pomyliłem??!!-ryknął brodaty blady nic nie powiedział.zauważył jak michał mu się już od dłuższego czasu przygląda z zaciekawieniem.-Kim jesteście-z ciekawością spytał chłopak. spiczasty nie odpowiedział.(spiczasty)dobrze się mu przyglądnął i gestem ręki uciszył mającego coś wywrzeszczeć Ingvalda. -no,no wybacz mi strathoine jednak dobrze trafiliśmy.-rzekł elf-To jest nasz chłopak.To on. Niejakiemu Strathoinowi gęba otworzyła się maksymalnie po wszelkie granice ze zdziwienia. -to on?! ten cherlak? ten chudzielec?! ten...-Ingvald nie dokończył.Bladotwarzy ze spiczastymi uszami mu przerwał. -tak to on.-rzekł spokojnie.michał drugi raz się spytał-Ale kim wy jesteście? -ach przepraszamy chłopcze,maniery.-szturchając dłubiącego w uchu Ingvalda.-nazywam się Aeurel a ten po mojej lewej to Strathoine.Ja jestem elfem a on Ingvaldem.Przyszliśmy po ciebie gdyż jesteś synem przeznaczenia,niebezpieczną bronią w rękach chaosu. rzekł elf.-czy zechcesz z nami iść przez portal do świata którego nie znasz?czy zechcesz iść do świata zupełnie ci obcego?-spytał swym melodyjnym głosem elf. -no cóż.-rzekł chłopak.-w sumie to tak,gdyż to co przeszedłem tutaj woła o pomstę do nieba. -pomste do czego???-spytał kretyńsko Ingvald michał przyjrzał się mu uważnie