Horror · 3 min czytania
Trupy
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Poganie wierzyli, że w noc przed świętem Wszystkich Świętych zaciera się granica pomiędzy światem zmarłych i naszym. Wtedy możemy swobodnie przenikać poza progi naszego wymiaru i egzystować tam. Oni też mają taką możliwość. Śni mi się sen, że jestem na cmentarzu w tą właśnie noc. Alejką prowadzi mnie za rękę, jak zagubione dziecko, pracownik zakładu pogrzebowego, a może grabarz. Mówi do mnie, że zobaczę rzeczy, jakich nigdy nie widziałem. Cieszę się. Możliwe, że spotkam moich zmarłych przodków, wtedy zapytam ich, co porabiają na tamtym świecie, i jak tam naprawdę jest. Jesienny wiatr bezustannie zrywa suche liście ze zmęczonych konarów klonowych drzew, rzucając je złośliwie na ziemię pod naszymi nogami. Perski dywan wyszywany złotoczerwonymi nićmi, barwny i miękki, jak wyściółka trumny. Wszędzie pełno jest płonących zniczy, przypada średnio więcej niż jeden na duszę. Niektóre knoty nie chcą się palić, więc gasną zamknięte w swych szklanych pułapkach, przykryte blaszanym wieczkiem. Inne płoną żywo, jakby zaraz miały przepalić swoje plastikowe pęta i wypalić całą parafinę za dwa złote, a potem wydostać się na zewnątrz, szalejąc z radości. Grabarz znowu się odzywa: Zaraz będziemy na miejscu, mówi. Chcę koniecznie wiedzieć, co takiego ma zamiar mi pokazać, ale on jeszcze nie może mi tego wyjawić. To tajemnica zawodowa, szepcze mi