Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 5 min czytania

Trwałość

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

To był całkiem udany dzień nad stawem. Wieczór użyczał tafli nieco ze swych ciepłych kolorów, które migotały rozpraszane niewielkimi zmarszczkami. Siedzieliśmy na dwóch sosnowych deskach, przytwierdzonych do wbitych w dno pali, mających raczej pozować na pomost, niż dawać rzeczywiste oparcie. Nogi zanurzone w chłodnej w końcu lata wodzie, wzbudzały kolejne kręgi oddalające się w stronę brzegu i na pełne jezioro. Tak było dobrze. Ona przytulona, ja spokojny. Patrzyłem się na rzeczy przypadkowe jakby wlewając w nie nutkę naszego szczęścia. Nieduży kawałek trzciny oderwał się najwyraźniej i teraz dryfował w naszą stronę. Ciemnozielona łodyga otoczona wiankiem wodnych bąbelków.

***

Natarcie na prawym skrzydle dawno już było w rozsypce. Wysokie i nienaznaczone jeszcze zmarszczką porażki czoło generalissimusa Adamanta von Ribblemarka potęgowało wyraz skupionej powagi rysujący się na jego imponującej twarzy . Był zbyt dobrym strategiem by nie zdawać sobie sprawy z klęski. Wykształcony w trakcie niezliczonych kampanii stoicyzm, cechujący tylko najlepszych wodzów stawał się w tej ostatniej godzinie świetności V Korpusu redutą nadziei dla podłamanych oficerów.

- Kontynuować natarcie – spokojnie, wręcz pieczołowicie mruknął Ribblemark niskim głosem. - Panie generale, nie damy rady! Pan to wie....! - błagalnie odkrzyknął niewysoki, chudy i co gorsza brodaty oficer. Postura odpowiadała jego wpływowi na przełożonego. - Montez, uspokój się! - zagrzmiał tamten z wyrzutem – Ja nic nie wiem dopóki moi chłopcy są w polu. Wykonać rozkaz albo każę zaaresztować...

Kapitan Montez odwrócił wzrok i zdecydowanym krokiem skierował się na niższe piętro poduszkowca. Maszyna unosząca się teraz nad samą krawędzią urwiska dawała, dzięki zamocowanej na drugim piętrze szklanej galerii, doskonały wgląd w pole walki. Rozległa skalna równina pokryta bladoczerwonym pyłem stworzona wręcz była do Bitwy Narodów. Obie strony miały takie same szanse. Pojedynek był czysty. “Pewnie strasznie się z tego cieszą” - pomyślał Montez odchodząc. “Piękna regularna jatka, jak za dawnych czasów. Te pierniki poświęciłyby wszystko dla honorowej rozgrywki strategicznej... “moi chłopcy” - gówno, nie ich chłopcy... figurki na planszy i tyle...” Zszedł po metalowych schodkach i dostał się do centrum dowodzenia. Nie było tu okien, rozległa sala tonęła w niebieskim świetle. Niemal wszystkie ściany pokryte były klawiaturami i wielkimi monitorami na które każdy z…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Trwałość — czytnik · opowiadania