Inne · 4 min czytania
Trzy dni z życia toalety
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Miejsce akcji- 4piętro bloku na jednym ze Szczecińskich osiedli
W późnych godzinach nocnych około 23:30 Kobieta zajrzała do toalety, bo zaciekawił ją dziwny wydobywający się z zamkniętego pomieszczenia odgłos, weszła i zaraz jej różowy szlafroczek zrobił się mokry. Po suficie ściekała woda rozpryskując się jak fontanna...otóż wężyk doprowadzający wodę do spłuczki postanowił zakończyć swoja działalność w dość spektakularny sposób. Wzięła więc sprawy w swoje ręce i opanowała lecącą Niagarę. Zamknęła wodę i stwierdziła: -Mały pikuś...mam jakieś wężyki ( o naiwności...). Najpierw postanowiła odkręcić zniszczony wężyk i tu zaczęły się schodki, bo kombinerki diabli wzięli. -Może mój małżonek zostawił je u teściowej??? –pomyślała na głos i zaraz obudziła córkę. Po dłuższej chwili poszukiwań. -Mamo w domu ich nie ma przeszukałam wszystkie półki z narzędziami-odparła córeczka zaspanym głosem Posługując się dwoma Francuzami o zróżnicowanej rozwartości z pasja próbowały zdjąć parszywe bydle, niestety bezskutecznie... O godzinie1:30 pani domu była gotowa wyrwać rezerwuar ze ściany i wrzucić go do parterowych ogródków... -Uffff... udało się –powiedziała zmęczona kobieta (córka dawno poszła spać) - Coca-cola to cudowny środek. Po wielu nie udanych próbach udało jej się odkręcić wężyk... Spłuczka wewnątrz prezentowała obraz nędzy i rozpaczy, jedna wielka przerdzewiała tragedia... Jednak urocza pani domu zawzięła się i postanowiła zmontować cholerstwo. Zaczęła przykręcać nowy wężyk. Niestety złudne nadzieje prysnęły jak bańka mydlana... Miał „cham” po prostu za krótki gwint. Sfrustrowana, umyła się we wrzątku, bo kranik przepuszczał i trzeba było odłączyć zimna wodę, poszła spać. W…