Inne · 6 min czytania
Trzy fotografie.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Trzy fotografie.
(…)Małgorzata chwilę pokiwała z zadowoleniem głową i odeszła od niej na odległość paru kroków, lądując obcasem w sztywno kiwającym się białym maku.
W wyniku niezwykłej przemiany stała tam teraz ezoteryczna kapłanka z mistyczną rozpustą na ustach i w spojrzeniu, gotowa do odprawienia ekstatycznych czarów, tajemniczego rytuału, który dawno zapomniany próbuje ciągle podtrzymywać, pozostając ostatnią posłanniczką, jedyną wybraną i dzierżącą jego głęboki, metafizyczny sens, ciągle na nowo odtwarzając lubieżny trans, odnajdując pierwotną moc w swym zapamiętaniu i magii tkwiącej w całym ciele, a może ciągle była to Małgorzata, przygotowująca powoli, pełnym uświęconego namaszczenia ruchem, swój skarb, swój boski artefakt – aparat fotograficzny, napełniając przy tym świat wokół nieopisaną niezwykłością i urokiem kapłanki.
Zdjęcia, poza paroma wyjątkami, powinny być czarno-białe, wtedy oddają prosty sens, nie rozpraszają i ułatwiają zachwyt nad meritum, nad obiektem. Z wystudiowaną pewnością w oczach Małgorzata spojrzała do obiektywu i chwilę zwlekając, chwilę, w której, rzeczywistość przestaje być sobą, gdy zmienia się, rozciąga i w magiczny sposób transformuje w sztukę, dziewczyna czuje się wtedy jedyną, najważniejszą we wszechświecie, kapłanką ostatniego rytuału, bosko natchniona kreuje nowy świat, tej chwili nikt nie jest w stanie jej pozbawić, jeszcze sekunda, niepowtarzalny wycinek materii czasoprzestrzeni, ostrość ustawiona…
Część 22 / 2
…pstryk! Wokół wirowały kolorowo-ciemne gąszcze, niczym dziewicze zarośla obejmowały w napuchniętym zielenią łapsku, w zapamiętaniu rozczapierzając wijące się palce pnączy i grubych łodyg, nienaturalnie wyzywająco, jakby na przekór przyrodzie, zaprzeczając swej wewnętrznej istocie, pragnąc i próbując za wszelką cenę pochwycić Victorię. Stoi delikatnie, prawie unosząc się nad roślinnością błotnistej łąki. Zdają się być magicznym, nabrzmiałym sokami, kunsztownie pofałdowanym suknem, na którym rozsypano, niby to nieuważnie i z pozoru bez wyraźnego sensu guziczki delikatnych kwiatów, tak niepasujących do brutalnej siły łodyg, na których się wznosiły. Dziewczyna stoi w centralnym miejscu kadru, twarz jej świeci białą niewinnością, jedynie oczy, ciemne i burzowe zdradzają nieobecność, drapieżną i brudną, spogląda nimi gdzieś w dal, poza obiektyw i poza łąkę, a nad nią przemykała długa, rozciągnięta wstążka chmury, niczym welon, nieprzebyta osłona dla uciekających myśli i duszy Victorii, pstryk!
Oszołomiona ciężarem wydarzeń dopiero-co-chwili, pijana własną mocą, dumna i szczęśliwa, prawdziwie, w tej sekundzie prawdziwie jak nigdy, chwiejnym i niepewnym krokiem Małgorzata znalazła się z powrotem na nierównej, błotnistej ścieżce, a słońce za plecami opuszczało się bezwiednie, całkowicie za horyzont, pozostawiając obie dziewczyny w bladym, gasnącym blasku. Ruszyły – znów symetrycznie, równo i intuicyjnie, ani razu nie oglądając się na siebie. (…)
***
(…)Victoria skorzystawszy z…