Duchy · 6 min czytania
Twój przyjaciel Stasiek
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
TWÓJ PRZYJACIEL STASIEK
Siedzisz na stadionie piłkarskim. Wokoło ciebie morze głów, gwizdy, krzyki. No i, oczywiście, obraźliwe epitety pod adresem sędziego i drugiej drużyny. Do zakończenia meczu zostało kilka minut, straciłeś całe zainteresowanie grą, nasi, jak zwykle, przegrywają. W ręku masz silną lornetkę, z nudów zaczynasz obserwować twarze siedzących po przeciwległej stronie trybun. Zawsze było w tobie coś z psychologa. O, tamten....jak zabawnie marszczy nos, obok niego facet, który wpatruje się z napięciem w piłkarzy, jakby wynik mógł jeszcze ulec zmianie. O, a tamten, w tej cyklistówce.....no, ładnie...umie pić, całe winko na jeden raz, to już nie byle co. Widać, stary kibic. Uśmiechasz się do siebie, przesuwając lornetką wzdłuż rzędów. Nagle miga ci twarz, jakże znajoma. To Stasiek. Oczywiście. Ten sam ironiczny uśmiech, te zmrużone oczy. Nie wydaje się być zainteresowany meczem. Patrzy w twoją stronę. Może właśnie na ciebie? Zrywasz się, zaczynasz krzyczeć i wymachiwać rękoma, aby zwrócić na siebie jego uwagę. Twój sąsiad patrzy na ciebie jak na wariata, ty sam zdajesz sobie po chwili sprawę z niedorzeczności tych gestów. Mamrocząc jakieś słowa, mające być przeprosinami, rzucasz się w stronę sektora Staśka, depcząc ludziom po nogach. Jesteś w połowie drogi, gdy sędzia odgwizduje koniec. Patrzysz z rozpaczą przez lornetkę, jak Stasiek znika między gęstwiną pleców. Wypadasz na ulicę, pędzisz do najbliższego przystanku tramwajowego. Obchodzisz go ze trzy razy, ale na próżno. Stasiek mógł pojechać wcześniejszym tramwajem, mógł pójść na przystanek autobusu, mógł pójść na piechotę. Trudno, powoli godzisz się z myślą, że nie spotkasz go. Jeszcze liczysz na przypadek, na jakiś zbieg okoliczności w rodzaju: nagle widzisz Staśka jak idzie z naprzeciwka, czy coś takiego. Przyglądasz się uważnie mijanym przechodniom. Nawet się nie spostrzegłeś jak doszedłeś do domu. Wchodzisz do mieszkania. Musisz sobie zrobić jeść, jesteś wściekle głodny. Siedząc w fotelu, nad resztkami kolacji, zastanawiasz się nad zdarzeniem na stadionie. Nagle, przychodzi ci na myśl tak proste przypuszczenie, że aż podskakujesz. Czy to na pewno był Stasiek? Przecież mógł to być ktoś bardzo do niego podobny. Dlaczego tak się upierasz, że to był on? Odkładasz te rozmyślania na stosowniejszą porę. Jesteś już bardzo senny. Jutro wstajesz wcześnie do pracy, musisz się wyspać. Odpływasz już w sen, gdy nachodzi cię myśl, że nie ma dwóch ludzi, tak bardzo do siebie podobnych. A ty miałeś dobrą lornetkę. Rano zapominasz o wszystkim. Oczywiście zaspałeś, zrywasz się z łóżka, wszystko robisz w pośpiechu. Zacinasz się przy goleniu, mleko wykipiało, paskudząc kuchnię, tuż sprzed nosa ucieka autobus. Dopiero siedząc w biurze, przypominasz sobie wczorajsze zdarzenie. Zajmujesz się nim, jak jakiś głupi i resztę czasu pracy poświęcasz na roztrząsanie problemu: czy to był Stasiek, czy nie? Wychodzisz na ulicę w samą godzinę szczytu. Stoisz na…