Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Biografia · 9 min czytania

TY i wszystkie inne słowa

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

5 marzec 2006, niedziela godz. 2:12

PONIEDZIAŁEK Poniedziałek to początek męki zwanej ja i nic wokoło. Poniedziałek a ciebie dalej nie ma, poniedziałek a nic kompletnie się już nie zdarzy. To suma nieprzespanej nocy, która nasila się tym bardziej, im mocniej próbuję sobie coś przypomnieć. Chciałabym, żeby to się już skończyło, żeby odeszło ode mnie całe ja i całe ty, którego ciągle nie ma i nie ma. Co z tego, że się skończy, jeśli tuż potem będzie znów ten okrutny poniedziałek, pełen nienawiści i wstrętu, pełen niespełnienia, niedowartościowania, wypełniony tym „nie” po brzegi, do granic możliwości. Bez sensu to wszystko, bez sensu piszę, zawracam sobie głowę, bez sensu zsyłasz na mnie to co ja odczytuję jako zupełnie bezsensowne natchnienie mojej duszy, kimkolwiek jesteś. Wiesz, że nie zrobię z tego żadnego użytku, że nie będę potrafiła tego wykorzystać tak, jakbyś tego chciał. A może ciebie po prostu nie ma. Może coś mi się tylko wydaje, nie jestem tego pewna i wmawiam sobie, że to ty. W końcu jest poniedziałek, który jest aż poniedziałkiem i tylko poniedziałkiem. A może ktoś pomylił się w liczeniu i jest już środa, która zawsze nią była, a ja tego nie wiem. Koniec poniedziałku, który może nim nawet nie być, jest zupełnie oczywisty. Nadal pozostaje pusta kartka, nadal oczy zwrócone na sufit, szukające odpowiedzi, a może po prostu odpowiedniego słowa.

WTOREK Wtorek jest natłokiem myśli, zostawionych na jutro w poniedziałek, uzupełnionych jeszcze przypadkowo o zwroty i grzeczności wtorkowe. Chociaż ciebie ciągle nie ma, to jest kolejny dzień. Nie wiem czy cieszyć się, czy płakać, zupełnie jak wczoraj. W sumie wtorek to myśl przewodnia dzisiejszych 24 godzin. Nic innego mi nie pozostaje. Wpadam na pomysł, że poczekam aż wrócisz, przychodzi mi do głowy myśl, że może kiedyś cię znajdę, jakkolwiek by to nie brzmiało. We wtorek kocham cię, chociaż cię nie znam, nie chcę cię stracić, chociaż jeszcze cię nie zdobyłam. Zupełnie absurdalne myśli krążą mi w głowie, że gdybym wyszła na ulicę, a w deszczu szedłbyś ty z zielonym parasolem w ręce, to wszystko byłoby inaczej. Ale we wtorki nigdy nie pada, więc nie będziesz miał parasola, bo niby po co ci on w słoneczny dzień. Zresztą ty nie lubisz zielonego, chociaż zawsze twierdziłam, że ci w nim do twarzy. Pięknie wyglądałbyś na zielonej łące, w zielonym kapeluszu. Ale ty nie nosisz kapeluszy, a dookoła nas nie ma żadnej łąki, tym bardziej zielonej, tylko sam beton i cegły w odcieniu bordowego, który tak lubisz oglądać na ścianie swojej sypialni.

ŚRODA Środa jest tylko moja. Zapominam o tobie całkowicie, nie rozmyślam, nie krzyczę przez sen twojego imienia, chociaż jeszcze go nie znam. Tak więc w moich snach jesteś Marcinem, Zygmuntem, Aleksandrem, Konradem, Pawłem, Bartoszem, Kamilem i Janem. Pewnie twoje imię rozpoczyna się jakoś zupełnie inaczej, ale w takie dni w ogóle o tym nie myślę. Zapominam, że jakieś ty istnieje, chociaż ciebie nie ma znów w środę, tak jak cię nie było w poniedziałek i we wtorek. Jestem tylko ja. Leżę sobie na balkonie przy akompaniamencie jadących samochodów. Ryk ich silników nastraja mnie pozytywnie na cały dzisiejszy dzień, pozwala mi zapomnieć o wszystkim, o czym nie chcę dzisiaj pamiętać. Otwieram oczy, żeby przez moje ciemne okulary dostrzec trochę słońca, ale nic z tego. Od rana leje, jakby nie działo się nic innego. Zbieram wodę do wiaderka, bo woda z nieba może się już nie powtórzyć, może nie być drugiej takiej wody. Nie chcę stracić z niej choćby kropli, ale kilka wymyka się z moich rąk i spada do ogródka sąsiada. W ich miejsce szybko wyrastają słoneczniki, które potem zrywam i wydłubując niesfornie palcami ze środka ich małe serduszka, wsadzam je sobie do buzi. Zjadłam trochę nieba, które natychmiast popijam szklanka wody z deszczówki. Lubię te środy, kiedy cię nie ma.

CZWARTEK W czwartek znów powracasz do mnie, choć wciąż w myślach szukam cię materialnie. Boli mnie kark od wpatrywania się w kartkę papieru, nadal pustą, nadal tak samotną, zupełnie jak ja kiedy cię nie ma. Bełkoczę coś sama do siebie, zupełnie nie wiem po co, próbuję wypełnić sobie czas…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%