Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 9 min czytania

Uczta

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Tomasz Obłuda.

„Uczta”

Odwrócił się, na śniegu były ślady krwi. To była jego krew. Źródło jej znajdowało się w ranie barku, ściekała wąską stróżką po ręku i kapała na ziemię. Wiedział, że takie znaki, jakie zostawiał za sobą nie mogą przynieść niczego dobrego. Zabił ich wszystkich, był tego absolutnie pewny, ale w lesie żyło wielu amatorów darmowego posiłku. A on zmęczony walką, dwugodzinnym marszem, i przede wszystkim znaczną utratą krwi, nie był zbyt trudnym przeciwnikiem dla watahy wilków, czy szajki goblinów leśnych. Było mu coraz ciężej, gubił myśli, tracił kontrolę nad umysłem i ciałem. Zrobiło się bardzo spokojnie, mimo rannej pory świat zaczął skrywać się w cieniu. Zamknął oczy i zasnął. Po chwili podniósł powieki, czuł się dziwnie, ale był pewny, że żyje. Na początku nie rozumiał, co się stało. Nie leżał na śniegu wśród wysokich sosen, lecz na słomianym posłaniu, w ciepłej izbie. Próbował sobie przypomnieć, co się stało. Jednak nie był w stanie odnaleźć w pamięci żadnej wskazówki, która rozjaśniłaby mu jego obecną sytuację. Nie mógł tak leżeć w nieskończoność, postanowił wstać, ale niestety musiał stwierdzić, że nie może. Był bardzo osłabiony. A więc nie mógł leżeć tu zbyt długo, jeszcze nie zdążył zregenerować sił. Rasa orków, z której się wywodził, a zwłaszcza jego klan, słynęła z nadzwyczajnej umiejętności regeneracji sił. Dotknął swojego ramienia, zdziwił się bardzo gdyż zauważył, że rana się całkowicie zagoiła, w jej miejscu była tylko blizna. To nie miało sensu. Skoro nie było rany, dlaczego był taki słaby? Ktoś musiał ingerować w jego organizm. Poczuł wzrastającą w nim wściekłość. Zdecydował, że zabiję tego, kto mu to zrobił. Krzyknął. I nic. Nie było słychać nawet szeptu. Jego struny głosowe jakby zanikły. Zaczął krzyczeć przeraźliwie i groźnie. To był krzyk, który klan Stragona wydawał przed bitwą. Złowieszczy krzyk wojny. Po dziesięciu minutach zrezygnował, to było nierozsądne, marnowanie siły w przypadku, kiedy nie przynosi to efektu. Nagle usłyszał kroki. Ucieszył się, że jego uszy nadal działają sprawnie, ktoś szedł po twardej ziemi, zaczął odwiązywać sznur, który służył jako zamek w drzwiach jego obecnej siedziby. W takim razie był w osobnym pomieszczeniu, lub drzwi wyjściowe były skierowane bezpośrednio na dwór. - Co tak krzyczymy – usłyszał za plecami piskliwy głos – obudziliśmy się kochany? Jego węch jak i słuch działał również bez zarzutu, wyczuł człowieka, mężczyznę. Po tym, co powiedział ów człowiek, jego głos także był w dobrym stanie, z tym że on sam miał problem z jego odbiorem. - Nie martwmy się, wszystko jest w najlepszym porządeczku – zapewniał – poczekajmy chwilkę, prześpijmy się. Przyjdzie wódz wyjaśni. - Co się ze mną dzieję – wrzasnął Stranan, nauczony doświadczeniem, że jego głos przynajmniej przez tego osobnika jest dobrze słyszalny. - Przyjdzie wódz wyjaśni – odparł wesoło, i wyszedł. Nim strażnik, tak mniemał o jego profesji, wyszedł z jego więzienia, Stranan zdążył mu się przyjrzeć. Był to brudny, szczerbaty wieśniak, ubrany w koźle skóry. Zwykły sługa, nikt ważny i nikt niebezpieczny. Tego dnia wódz nie przyszedł. Pojawiła się tylko kobieta z miską zupy. Jak strażnik miała strój z koźlej skóry, i jak strażnik śmierdziała. I ona nie chciała poinformować go, gdzie jest i kiedy spotka się z wodzem. Jak się okazało nawet gdyby chciała to uczynić, nie udałoby się jej. Nie miała języka. Stranan jadł posłusznie, zwłaszcza że nie mógł się ruszać. Po kilku dniach odwiedził go wysoki wojownik. - Jesteś wodzem – zapytał – Śmierdzisz mniej od strażnika i kobiety, i nosisz wilcze futro, więc to pewnie ty. - Jesteś pewny siebie – odparł – Ja na twoim miejscu byłbym mniej pewny. - Więc ciesz się, że na nim nie jesteś. Miałeś mi powiedzieć gdzie jestem, i jak długo tu będę. Czego chcesz ode mnie? - Jesteś gościem w naszej wiosce. Znaleźliśmy cię rannego i zaopiekowaliśmy się tobą. Nie zabawisz tu długo. Jak tylko będziesz gotów wyruszysz w dalszą podróż. - Już jestem gotów! – wrzasnął ork. - Więc wstań i odejdź – powiedział z…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Uczta — czytnik · opowiadania