Uczta
na pewien konkurs
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Tomasz Obłuda.
„Uczta”
Odwrócił się, na śniegu były ślady krwi. To była jego krew. Źródło jej znajdowało się w ranie barku, ściekała wąską stróżką po ręku i kapała na ziemię. Wiedział, że takie znaki, jakie zostawiał za sobą nie mogą przynieść niczego dobrego. Zabił ich wszystkich, był tego absolutnie pewny, ale w lesie żyło wielu amatorów darmowego posiłku. A on zmęczony walką, dwugodzinnym marszem, i przede wszystkim znaczną utratą krwi, nie był zbyt trudnym przeciwnikiem dla watahy wilków, czy szajki goblinów leśnych. Było mu coraz ciężej, gubił myśli, tracił kontrolę nad umysłem i ciałem. Zrobiło się bardzo spokojnie, mimo rannej pory świat zaczął skrywać się w cieniu. Zamknął oczy i zasnął. Po chwili podniósł powieki, czuł się dziwnie, ale był pewny, że żyje. Na początku nie rozumiał, co się stało. Nie leżał na śniegu wśród wysokich sosen, lecz na słomianym posłaniu, w ciepłej izbie. Próbował sobie przypomnieć, co się stało. Jednak nie był w stanie odnaleźć w pamięci żadnej wskazówki, która rozjaśniłaby mu jego obecną sytuację. Nie mógł tak leżeć w nieskończoność, postanowił wstać, ale niestety musiał stwierdzić, że nie może. Był bardzo osłabiony. A więc nie mógł leżeć tu zbyt długo, jeszcze nie zdążył zregenerować sił. Rasa orków, z której się wywodził, a zwłaszcza jego klan, słynęła z nadzwyczajnej umiejętności regeneracji sił. Dotknął swojego ramienia, zdziwił się bardzo gdyż zauważył, że rana się całkowicie zagoiła, w jej miejscu była tylko blizna. To nie miało sensu. Skoro nie było rany, dlaczego był taki słaby? Ktoś musiał ingerować w jego organizm. Poczuł wzrastającą w nim wściekłość. Zdecydował, że zabiję tego, kto mu to zrobił. Krzyknął. I nic. Nie było słychać nawet szeptu. Jego struny głosowe jakby zanikły. Zaczął krzyczeć przeraźliwie i groźnie. To był krzyk, który klan Stragona wydawał przed bitwą. Złowieszczy krzyk wojny. Po dziesięciu minutach zrezygnował, to było nierozsądne, marnowanie siły w przypadku, kiedy nie przynosi to efektu. Nagle usłyszał kroki. Ucieszył się, że jego uszy nadal działają sprawnie, ktoś szedł po twardej ziemi, zaczął odwiązywać sznur, który służył jako zamek w drzwiach jego obecnej siedziby. W takim razie był w osobnym pomieszczeniu, lub drzwi wyjściowe były skierowane bezpośrednio na dwór. - Co tak krzyczymy – usłyszał za plecami piskliwy głos – obudziliśmy się kochany? Jego węch jak i słuch działał również bez zarzutu, wyczuł człowieka, mężczyznę. Po tym, co powiedział ów człowiek, jego głos także był w dobrym stanie, z tym że on sam miał problem z jego odbiorem. - Nie martwmy się, wszystko jest w najlepszym porządeczku – zapewniał – poczekajmy chwilkę, prześpijmy się. Przyjdzie wódz wyjaśni. - Co się ze mną dzieję – wrzasnął Stranan, nauczony doświadczeniem, że jego głos przynajmniej przez tego osobnika jest dobrze słyszalny. - Przyjdzie wódz wyjaśni – odparł wesoło, i wyszedł. Nim strażnik, tak mniemał o jego profesji, wyszedł z jego więzienia, Stranan zdążył mu się przyjrzeć. Był to brudny, szczerbaty wieśniak, ubrany w koźle skóry. Zwykły sługa, nikt ważny i nikt niebezpieczny. Tego dnia wódz nie przyszedł. Pojawiła się tylko kobieta z miską zupy. Jak strażnik miała strój z koźlej skóry, i jak strażnik śmierdziała. I ona nie chciała poinformować go, gdzie jest i kiedy spotka się z wodzem. Jak się okazało nawet gdyby chciała to uczynić, nie udałoby się jej. Nie miała języka. Stranan jadł posłusznie, zwłaszcza że nie mógł się ruszać. Po kilku dniach odwiedził go wysoki wojownik. - Jesteś wodzem – zapytał – Śmierdzisz mniej od strażnika i kobiety, i nosisz wilcze futro, więc to pewnie ty. - Jesteś pewny siebie – odparł – Ja na twoim miejscu byłbym mniej pewny. - Więc ciesz się, że na nim nie jesteś. Miałeś mi powiedzieć gdzie jestem, i jak długo tu będę. Czego chcesz ode mnie? - Jesteś gościem w naszej wiosce. Znaleźliśmy cię rannego i zaopiekowaliśmy się tobą. Nie zabawisz tu długo. Jak tylko będziesz gotów wyruszysz w dalszą podróż. - Już jestem gotów! – wrzasnął ork. - Więc wstań i odejdź – powiedział z…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Obłuda.T
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…