Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Przyjaźń · 7 min czytania

Udało się.

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Zacznijmy od tego, ze nigdy nie lubiłam języka polskiego (jako przedmiotu). Co z tego, że zawsze marzyłam o karierze dziennikarza radiowego... W każdym razie, polskiego używałam do odsypiania. Czwartkowa lekcja. Miesiąc do wakacji. Jak zwykle, siedziałam z Wiktorią, przed nami Ruda i Baśka. Baśka - najaktywniejsza z nas wszystkich sypała odpowiedziemi jak karabin maszynowy (no, bo chyba jej zależało na piątce z polskiego na tyle, żeby ciągle się zgłaszać. Ja w sumie nie musiałam - Kowalskiej wystarczyło, że jestem na tych lekcjach i oddaję charakterystyki.) Wiktoria coś rysowała, a Ruda poprawiała makijaż. Ja, dla polonistki niezauważalna, leniwie otwierałam lewe oko, by rozeznać się w sytuacji. Olga, Patrysia i Baśka przekrzykiwały się, kłócąc się o definicję przecinka (a może przydawki...), nasi trzej chłopcy: Tomek, Maciek i Grzesiek, rozmawiali o czymś bardzo zawzięcie, raz po raz wybuchając śmiechem. Dagmara, Sylwia i Justa rozmawiały o najgorętszych ciachach tego sezonu, Mariolka - klasowy mrok - co kilka wypowiedzi wtrącała swoje zdanie o tym nieszczęsnym przecinku, a reszty już nie widziałam, a byłam zbyt leniwa, żeby się podnieść i rozejrzeć. Gdy tak rozmyślałam właśnie, czy odpowiedniejszą bluzką na sobotnie urodziny Oli będzie fioletowa, czy może żółta, i kreśliłam kółka na końcu zeszytu, Wiki kopnęła mnie w kostkę. - Auu - syknęłam, wreszcie się podnosząc i zobaczyłam to, czego się bałam. Wszystkie oczy zwrócone były na mnie, zaś moje piękne, zielone tęczówki wpatrywały się w Niego. Niego, czyli Wiktora. {i} "Co On tu do cholery robi?!" {/i} - pomyślałam, i nagle bardzo pożałowałam. - Przepraszam, ale pani Nowakowska prosi, żeby Julka do niej poszła. - najpierw zrobiłam się czerwona, potem blada, a potem nie wiadomo jaka. Wiki ponownie wymierzyła cios w moją łydkę, a ja, czując coś niezidentyfikowanego w moim brzuchu, z ciężkim sercem i najwolniej jak mogłam podążyłam w Jego stronę. Wyszliśmy z klasy. Sala od fizyki była na samym dole, zaś ta od polskiego na górze. Powoli schodziliśmy po schodach, gdy nagle On się zatrzymał. - Nie, tak dłużej nie może być. - powiedział. Nadal milczałam, naiwnie sądząc, że mi to wyjaśni. - Słuchaj, tak nie może być. - powtórzył. Jego półdługie, ciemne włosy, dzisiaj się jakoś świetnie ułożyły... - Słuchasz mnie w ogóle?! - zapytał ponownie, machając mi ręką przed oczami. - Tak, słucham. - powiedziałam spokojnie. Tak, już wiem, jak muszę się zachować... Już wiem. - Julia, to wszystko się nam zepsuło. Byliśmy takimi świetnymi przyjaciółmi, Julia... Julia... - Wiem, jak mam na imię. I czemu o tym mówisz? Przecież jeszcze miesiąc temu tak bardzo mnie nienawidziłeś, udawałeś nie wiadomo kogo, i teraz co? Nagle przychodzisz i... I myślisz, że co? - o cholera, zaczyna się. Poczułam, że zaraz napłyną mi łzy do oczu, więc zbiegłam do sali od fizyki. Po kilkuminutowej konwersacji z Nowakowską uznałyśmy wspólnie, że dobrze pracowałam w tym semestrze i mam szansę na wygraną w konkursie międzyszkolnym w przyszłym roku. Ja i fizyka? Od kiedy? No cóż, miałam teraz na głowie inny problem. Nie, nie dzwonek, który odezwał się minutę temu. Tylko Jego. Stał przed salą i czekał, aż wyjdę. No, i wyszłam. - Julia, no...

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%