Duchy · 4 min czytania
Upiorne melodie część pierwsza
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Część pierwsza.
Cały dzień czułem podekscytowanie, ponieważ to właśnie dziś mają go dostarczyć. Nigdy w życiu nie widziałem piękniejszej rzeczy. Fakt dałem za niego sporo pieniędzy, ale jak najbardziej opłacało się. Kiedy już pięciu panów wtargało antycznego Pleyela o mały włos nie popłakałem się ze szczęścia. A wszystko to dla mojej ukochanej córki Elizy, która wyrasta mi na utalentowaną pianistkę.
Kiedy już fortepian został ustawiony na środku wielkiego salonu z kominkiem z podekscytowaniem czekałem, aż moja piękna córeczka zejdzie i zobaczy swój prezent urodzinowy. Słyszę delikatnie stukot kroków o marmurową posadzkę i pisk radości. Moja córka biegnie w moim kierunku i rzuca i się w ramiona. - Tato uwielbiam Cię, jesteś kochany. - mówi do mnie czule. - On jest przecudny. Zawsze o takim marzyłam. - widzę jak spogląda na fortepian swoimi błyszczącymi czarnymi oczyma. - Musisz mi coś zagrać. - przemawiam do niej wzruszony i wskazuje dłonią na fortepian. - Oczywiście. - siada przy fortepianie i z pasją zaczyna uderzać palcami w klawisze pianina. Z fortepianu wprost ku moim uszom płyną magiczne dźwięki utworu Vivaldiego cztery pory roku.
Moja córka jest taka zdolna, zajęła pierwsze miejsce w popularnym konkursie dla pianistów. Z dumą przypatrywałem się jak moja pociecha systematycznie ćwiczy swoje zdolności. Spoglądałem na jej długie delikatne palce sunące po klawiszach, a one poddając się naciskowi wydawały piękne dźwięki. A jej stopy naciskały pedały z taką gracją. Nie wiem, czy ktokolwiek widział u siedemnastolatki takie zaangażowanie i taką pasję. Włosy delikatnie fruwały, gdy poruszała głową, a czarna grzywka opadała na czoło. Często odwracała głowę i uśmiechała się w moim kierunku nigdy, nie widziałem tyle radości z życia u niej co w tamtych dniach. Nie dość, że była piękna to jeszcze miała