Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Psychologia · 7 min czytania

Usychający kwiat

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Co można powiedzieć o dziewczynie, która tak nagle zniszczyła sobie życie? Że kiedyś umiała śmiać się tak radośnie? Że uwielbiała ciasto kokosowe i lody waniliowe? Że kochała poezję tak bardzo jak swojego chłopaka? Tyle, że miłość do niego przywiodła jeszcze silniejsze uczucie do czegoś innego... Było ciemno, późne zimowe popołudnie, jedno z tych które najchętniej spędza się w domu pod kocem z kubkiem gorącego kakao. Od takiego zimnego, śnieżnego wieczoru zaczęło się wszystko... Siedziała zawinięta w koc miętosząc w ręce coś co jeszcze niedawno było chusteczką higieniczną, po jej okrągłej twarzy wolno toczyły się łzy. Z trudem trzymała słuchawkę telefonu i z jeszcze większą trudnością wymawiała pojedyncze słowa. „Nie mogę być z Tobą, ktoś kiedyś powiedział, że trzeba pomagać tym słabszym” Te słowa, przed momentem usłyszała od niego zadały ból nieporównywalny do niczego, czuła jak się kurczy, jak cała energia jaką miała w sobie ulatuje gdzieś wraz z jakąkolwiek wolą życia. Wiedziała, że to tania gadka, chciał odejść z klasą, ale czy to w czymś pomogło? Myślał, że ona może to kupić! Chciał ją zostawić bo dostał wreszcie to o czym marzył przez niemal pół roku – miłość innej dziewczyny. Pozwoliła mu odejść, bo co innego miała zrobić? Chciała tylko wyjść z tego z twarzą, chociaż płakała i to tak strasznie bolało powiedziała mu, że skoro tego właśnie chce to ona zrozumie i życzy mu wszystkiego najlepszego. Grała, łgała jak chyba jeszcze nigdy w życiu, może dlatego, że nie chciała palić za sobą mostów? W głębi duszy wierzyła, że on wróci chociaż z całego serca pragnęła go znienawidzić. W chwili gdy cisnęła słuchawkę telefonu w przeciwległy kąt pokoju pojawiła się ona. Stała naprzeciwko fotela a jej wychudzona, blada twarz wykrzywiała się jak by w uśmiechu. Włosy miała mocno przerzedzone, w nijakim kolorze, strach było na nią patrzeć ale jednak było w niej coś co tak mocno przyciągało... -Cześć. –Szepnęła prawie niesłyszalnie swoim zachrypłym głosem. -Kim jesteś? -Przyszłam ci pomoc, ze mną nie będziesz już taka samotna, obiecuje ci to. Podeszła bliżej i położyła swoje kościste palce na ramionach młodej, zdrowej dziewczyny. Zaczęły się dni pełne bólu i cierpienia, jak wiele łez wylała? Ile nocy nie przespała? Wiele, bardzo wiele... za dużo ran na raz, zbyt wiele czasu na rozmyślanie. Z pomocą przyszła nowa przyjaciółka, umiała wykorzystać to cierpienie i ściśnięty żołądek. Nie trzeba było dużo czasu by odchudzanie stało się jej obsesją, lekarstwem na zranione serce, kolejny kilogram mniej sprawiał jej tyle radości, Myślała tylko o tym jak cudownie będzie zmieścić się w bluzkę o rozmiar mniejszą, gdy pośladki nie będą już takie okrągłe. Trzeci dzień bez jedzenia, czwarty dzień...tygodniowa głodówka oczyszczająca, Ona mówiła, ze zniknie trochę kilogramów i znikało w tak szybkim tempie... bez jedzenia, sama woda mineralna. Potem gdy wracała pamięcią do tamtych chwil mówiła, ze w tym okropnym okresie żywiła się bólem, który nosiła w sercu. Oczywiste było, że kompletne odstawienie jedzenia na dłuższy okres czasu nie przyniesie nic dobrego... Był wieczór, albo późne zimowe popołudnie gdy poczuła się naprawdę źle, serce biło w piersi jak oszalałe a świat wokoło niej…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Usychający kwiat — czytnik · opowiadania