Filozofia · 3 min czytania
Utracone światy
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Na styku wielu światów. To już któryś dzień z kolei. Nieujarzmiony czas stara się wywrzeć wpływ na mnie. W jakiś sposób mu się to, niestety, udaje. Znów przyszli do mnie ci dwaj w nieskazitelnie białych kitlach zwiastując rychły powrót do świata utraconego. Podnoszą mnie niedelikatnie, układają na leżance, przywiązują pasami bym nie mógł sobie zrobić krzywdy, mimo, że nie zamierzam nic takiego uczynić. Podwijają mi rękaw , wbijają igłę w żyłę na przedramieniu. Sekundy zlewają się w minuty, te w godziny i lata, a następnie w milenia. Ale ja nie płynę tak daleko. Cofam bieg tej rzeki jedynie o kilka lat. Tonę.
***
Ten niesamowity uśmiech. Podchodzę, by go ucałować najbardziej szczerze jak tylko potrafię, podnoszę oczy na lazur całego mojego świata, ale widzę w nim tylko pustkę przemieniającą się w przerażenie. Chwyta mnie to za serce. Z całych sił pragnę coś powiedzieć, odezwać się, pocieszyć…jednak jej już nie ma. Obok mnie stoi drugi z moich światów. Ma zaledwie 4 lata i milion emocji na szczerej twarzy. Jej uśmiech też przekształca się w maskę, jednak niezupełnie wyraźną; hybrydową, odrealnioną. I wtedy eksplozja pochłania twarze mar liżąc je falą uderzeniową i płomieniami niczym głodny diabeł, który znalazł słabą duszę. Boże, chroń nas, tych, których światy doświadczyły Armagedonu. Nie pozwolę, nie tym razem! Wiem, że łapię jedną i drugą za ręce, prowadzę do domu; mówię, że dzisiaj nikt nigdzie nie jedzie, dzisiaj jest dzień rodziny, dzień wskrzeszenia.…