Fantasy · 7 min czytania
W krypcie
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
W Krypcie
Autor: Damian Bartosik
Kalben i Linu mieli już wyjeżdżać z Blingdun, kiedy to do ich drzwi zapukał jakiś jegomość.
- Kto tam? – spytał Kalben - Jestem Jaras, nekromanta z Wrót Baldura. Potrzebuję kogoś, kto podjąłby się ważnej misji.
To był miód dla uszu Kalbena i Linu. Wprawdzie od niedawna zajmują się poszukiwaniem przygód, jednak zdążyli już się zaznajomić w tym fachu. Ostatnio jednak ich motywację popsuło to, że nie zdołali uratować krasnoluda z pobliskiej kopalni. Ale skoro to nie zraziło nekromanty, to czemu by nie przyjąć zadania?
Część 22 / 2
- Wejść. – powiedziała Linu.
Nekromanta wszedł do pokoju. Odziany był w długą, zieloną szatę sięgającą mu do kostek. Na dłoniach miał dwa magiczne pierścienie, jego naszyjnik również nafaszerowany był magią. Przy pasie czarnoksiężnika leżał sztylet, co do jego magiczności nie było żadnych wątpliwości – błyszczał we wszystkie strony, i przyozdobiony był cennymi klejnotami.
- Witam Was – rzekł dumnie – jak już mówiłem, jestem nekromantą z Wrót Baldura. Przychodzę do Was w sprawie pewnej krypty, która ma miejsce na cmentarzu przed wjazdem do miasta. Co noc z tegoż miejsca uwalniają się duchy, i przychodzą do domów niewinnych ludzi, by wysysać z nich dusze. To musi się wreszcie skończyć. Nie wiem, czy macie wystarczająco doświadczenia, by temu podołać, ale myślę, że dobrze wybrałem. - Chętnie pomożemy. Dziwi mnie tylko jedna rzecz. Jak nekromanta może służyć innym, nie mając w tym własnego celu? I skoro jest pan nekromantą, to dlaczego sam pan nie pozbędzie się tych duchów? Z tego co wiem, nekromancja to nauka o śmierci, i magii z nią powiązaną. Czyż nie mam racji? – mówiła Linu - Fakt, jestem nekromantą, ale nie mam tyle doświadczenia, by podołać temu zadaniu. I mam w tym swój innteres. Do swoich badan potrzebuję całunu pogrzebowego, który ma co najmniej dwieście lat. Na cmentarzu jest tylko jedna tak stara krypta, i jest nią właśnie ta, którą macie spenetrowac. Jeśli wejdziecie do grobowca rodziny Hanan i przyniesiecie mi całun, dam obojgu z Was po 80 sztuk złota. A dodatkowo dostaniecie po diamencie. Jestem pewien, że jubiler kupi je po co najmniej 50 sztuk złota. Musicie się pospieszyć. Nawet ja nie ryzykowałbym wyprawy tam po zmroku. - Już się za to zabieramy. Gdzie spotkamy Cię po wykonaniu zadania? - U jubilera. To mój brat, tak więc często tam przebywam. - Jak brzmi twoje imię czarnoksiężniku? - Jestem Marlak z Wrót Baldura. Dla Was po prostu Marlak.
Po tych słowach nekromanta wyszedł z pomieszczenia. Kalben i Linu natychmiast przywdziali zbroje, schowali miecze do pochew i wyszli za mury miasta. Droga na cmentarz była krótka. Miejsce było bardzo mroczne, wyglądało nawet na opuszczone. Po kilku minutach poszukiwań Kalben wraz z Linu stanęli przed zwalistą, granitową budowlą pozbawioną okien. Na jej żelaznych drzwiach widniało słowo HANAN napisane po krasnoludzku. Kalben przyłożył ucho do drzwi. Z początku myślał, że nic się tam nie dzieje, ale po chwili usłyszał odgłos podobny do szurania butów po kamieniach. Drzwi nie były zamknięte na klucz i otwarły się z wielkim zgrzytem. Ciemne pomieszczenie, do którego weszli, zasłane było kurzem i oblepione pajęczynami. Dokładnie naprzeciwko w alkowie stały rzędem