Fantastyka · 4 min czytania
W powietrzu
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Szczególnie polubił jedną skałę, która była trzy razy większą od niego i leżała blisko chatki. Wdrapywał się na nią całymi popołudniami, po czym zeskakiwał, w jego odczuciu opadając coraz wolniej. Machał przy tym rękami i nogami na najróżniejsze sposoby i był całkowicie przekonany, że jeżeli półork czegoś bardzo, ale to bardzo pragnie, to z pewnością kiedyś mu się to w końcu uda. Zobaczyła go mała Mieczysława, ryknęła ze śmiechu i pobiegła do rówieśników zakopujących się coraz głębiej wśród ciepłych rud metali. Nie chciał tu być, gdy z nimi wróci.
- Synku, bóg jest w środku ziemi! Przestań na niego tupać! – Mama była orkiem. - Ale dziś już przez chwilę zawisłem w powietrzu – powiedział ucieszony i podszedł do paleniska. - Nigdzie nie polecisz! Za murem zabiją cię ludzie! - Możemy uciec gdzieś znacznie dalej, w miejsce bez wojny. – Kuchnię wypełniał zapach rybnej potrawki. Nie była to jego ulubiona potrawa. - Będziesz musiał mnie zostawić!
Zrozumiał, że matka nigdy nie odważy się odbić od gruntu i poszybować razem z nim. Nabrali równe porcje jedzenia do bezkształtnych glinianych skorupek i pożywili się, w ciszy wymieniając spojrzenia. Ogień jeszcze migotał przez chwilę, po czym osłabł i zgasł, pozostawiając gorący żar, który jutro rano wznieci się na nowo, podczas nauki z łowienia pstrągów.
Próbował nie zwracać uwagi na Mieczysławę, która bezustannie stawała i schodziła z małego kamienia wrzeszcząc – ja latam, ja latam! - Towarzyszył jej krzykliwy śmiech chłopaków, głośniejszy od rozpędzonego strumienia. Przestała dopiero, gdy otrzymała wiotką i zaostrzoną gałąź. Opiekun rozstawił dzieci w miarę równych odległościach i nakazał…