Filozofia · 3 min czytania
W przestworzach
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
W przestworzach
Sine cienie ścieliły się na jego wychudzonych żebrach. Ranki zawsze były najgorsze. Spod porzuconego, pierwszym uniesieniem dnia, prześcieradła wystawały jego zwiotczałe członki. Niemalże czuł jak umiera, starał się walczyć o każdy oddech, choć przecież jeszcze wieczorem wydawało mu się, że takie życie nie ma sensu. Studiował własną niemoc, wcielał się w nią coraz intensywniej i czulej, odszukując w niej nadrzędny motyw swego istnienia.
Miał napiętą skórę. Żaglami rozłożone płaty białawego okrycia kości emanowały w półmroku upiorną podobizną zwłok. Miały fakturę roztopionej świecy. Zwisały, gdy opadało mu ramię, gdy niezdolny był już nawet okryć się, cuchnącym starym potem i wczorajszym płaczem, ręcznikiem. I jakby w obronnym odruchu, znów przymknął powieki, z całych sił, jak potrafił najmocniej.
- To ja - powtarzał w myślach – To moje ciało. Jak to możliwe? Jak to się stało? - Przecież nie chciał skakać, namówili go. On tylko bał się ich drwin, ich odrzucenia.
Żaden z…