Opowiadania.pl · 4 min czytania
Wanilia cz.2
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
W tłumie pijanych już ludzi znalazłam Paulę, kołysała się obok jakiegoś faceta upojona alkoholem. Widać, że płyn zadziałał na jej umysł, bo chwilę potem wsadziła język do ust tego kolesia, czego nigdy trzeźwa by nie zrobiła. Bałam się, że zrobi coś głupiego, więc bez uprzedzenia odciągnęłam ją. - Ej! Puść! – złapała za koszulę chłopaka wyraźnie protestując. - Nie wygłupiaj się! - Idź do Krzyśka, przecież tak bardzo zależy ci na tym dupku. – krzyknęła i wróciła do swojego towarzysza. Wkurzyłam się, nie spodziewałam się tego po niej. Byłam pijana i zmęczona. Już nie martwiłam się o przyjaciółkę, po prostu wyszłam i zadzwoniłam po taksówkę, która miała mnie odwieźć do domu.
Alkohol sprawił, że stałam się okropnie senna i powoli moja głowa opadała na oparcie fotela w taksówce. Jednak taksówkarz w pewnym momencie gwałtownie zahamował i odbiłam się od oparcia przebudzając się. - Au. – syknęłam prostując się. Stanęliśmy, jednak kiedy otworzyłam drzwi zastałam jakąś polną drogę na skraju lasu, a nie blok, w którym mieszkam. - Ej, to nie tu. Podałam przecież panu adres. – burknęłam z powrotem wsiadając do samochodu. - Jesteśmy na miejscu. – odpowiedział śmiejąc się głupkowato. Odwrócił się i zaczął się gramolić na tył. Przestraszyłam się i kiedy pociągnęłam za klamkę okazało się, że wszystkie drzwi są zamknięte. Odsunęłam się jak najdalej mogłam od faceta. Mógł mieć około trzydziestki. Pieprzony zboczeniec! - Mała, nie utrudniaj mi. Wiem, że tego chcesz. Jesteś pijana, nic nie będziesz pamiętać. A szkoda, bo jestem w tym zajebisty. – uśmiechnął się zawadiacko, ale nawet go nie słuchałam. Szukałam wyjścia z mojego beznadziejnego położenia. Zaczął się podsuwać. - Bo zacznę krzyczeć! – ostrzegłam siłując się z drzwiami. - I kto cię tu usłyszy? Ale możesz krzyczeć, nie mam nic przeciwko. Położył rękę na mojej nodze i zaczął sunąć w górę między moje uda.…