Horror · 4 min czytania
Wariacja nr 445
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Tup tup po schodach. Dryń dryń u drzwi. To pewnie ty. Długo cię nie było; i daleko nie było cię. Przyleciałaś z ciekawości? Latasz po domu tam i z powrotem i chcesz się dać przelecieć z uśmiechem na twarzy. A potem polecimy razem z powrotem. Przykro mi - nie latam - boję się. Nie, nie boję się spaść, boję się wzbić. Tak! Zwłaszcza wertykalnie…
Na nic mi się maskować, wady me i przywary. Ty wiesz. Chociaż tak długo cię nie było to wiesz. Uszka odstają, policzkowy brodacz, krzywy kieł – ale mówisz: good for you. Nie dziwi cię to? Mnie tak. Ty masz taki orli nosek i rzadko bierzesz kąpiel. Mówię: good for you. Nie dziwi mnie to wcale. Tak stojąc nad ranem na klatce schodowej nic nas nie dzieli. Patrzymy przez szybę na panoramę podwórca. Jesteś tu, i ja też jestem. Nagle zdaje sobie sprawę, że przez chwilę na klatce schodowej stoimy my. Siadasz na lastrykowym parapecie i pytasz, dlaczego cię kocham. Nie, czy kocham, lubię, szanuję. Ty wiesz. Mówisz mi na parapecie, że jesteś dziwką, nie dziwi mnie to - a ciebie? Może bardziej. Mówisz mi z kim to robiłaś. Socjologia. Rzeźnik, bezdomny, gitarzysta, basista, afroamerykanin z brodą i bez i jeszcze z pekaesami przy uszach i jeszcze bębniarz. Tak kocham cię. Za to wszystko co mówisz gdy jesteś ale jeszcze bardziej za to co robisz gdy cię nie ma. Mówisz mi na parapecie, tak wcześnie rano, że możesz mieć AIDS od tego bezdomnego, bo mówisz, że prócz tego był heroinistą. Spróbowałaś. Tak?! Nie dziwię się nic a nic. Mówisz, że masz chłopaka, ale że to nic, bo dziś będziemy