Horror · 4 min czytania
Watacha 1.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Kolejna mroźna, niedzielna listopadowa noc. Ulice były puste. Zaledwie kilka samochodów przejeżdżało ulicą Kcyńską rozpryskując kałuże, które zebrały się po bokach jezdni. Kilka minut wcześniej rozstałam się z chłopakiem przy torach. Poszedł do siostry na piwo. Na ogół wściekałam się. Nienawidziłam gdy pił beze mnie. Martwiłam się przez całą noc i czekałam na rano na sms-a. Jednak tym razem to ja uspokajałam go, że na tym krótkim odcinku prowadzącym do mojego domu, nic złego przydarzyć mi się nie może. Teraz szłam spokojnym krokiem, okrężną drogą, słuchając muzyki i rozkoszując się ostatnim tego dnia papierosem. Przy pierwszym skrzyżowaniu na mojej drodze zawahałam się. Wybrałam boczną uliczkę prowadzącą do skraju lasu. Na jej krańcu znajdował się zazwyczaj pełny bar „arka”. Chociaż porządnie utrzymany lokal, był miły dla oka, omijałam go szybkim krokiem. Towarzystwo znajdujące się w środku, hałaśliwe i wulgarne, odpychało większość przechodniów. Tuż obok znajdowały się garaże. Przez chwilę przeklinałam samą siebie za swoją lekkomyślność i ponownie przyspieszyłam kroku. Wśród cieni zauważyłam kilka sylwetek. Ciche, zapewne pijane towarzystwo, paliło trawkę. Czułam wyraźnie jej zapach. Mimowolnie przystanęłam i ciekawie zerknęłam w stronę grupki chłopców. Moje oczy szybko przywykły do mroku. Rozróżniłam pięć postaci, wysokich, porządnie zbudowanych. Jeden z nich spojrzał w moją stronę i nachylił się do najniższego z wszystkich, lecz najbardziej przypakowanego. „ 5 telewizorów pod…