Melodramat · 6 min czytania
Wbrew cierpieniom, na zawsze... R9
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- Wychowywałem Anhele, kształciłem, jednak nigdy nie starałem się być dla niej jak starszy brata, tylko...– mężczyzna przerwał spoglądając na leżącą w łóżku matkę - Starałem się być jej ukochanym – oznajmił, a ona nie ukrywała złości, która rysował się na jej twarzy - I dopiąłeś swojego, ale nie możesz się z nią żenić, to twój kaprys, ona nie może zostać twoją żoną, to przybłęda!– uniosła się Raqel - Nie pozwolę ci abyś obrażała Anhele, kocham ją i już nigdy nie opuszczę, ponieważ jest miłością mojego życia – powiedział stanowczo - Jeśli się z nią ożenisz zapomnij, że masz matkę – powiedziała kobieta - Nie mów tak, nie każ mi wybierać – odparł - Albo ja, albo ta dziewuch!– postawiła warunek, a on bez namysłu odpowiedział - Zawsze Anhela!– po czym wyszedł z pokoju matki oburzony - Marc Antoni wróć!– zawołała Raqel, lecz syn nie powrócił. Powoli wstała z łóżka i podeszła do szafy. W dole, zupełnie z tyłu znajdowała się mała, zakurzona skrzynka. Wyciągnęła ją - Nie mogę pozwolić by ten ślub się odbył, nie oddam jej mojego jedynego syna... ta przybłęda zobaczy do czego jestem zdolna – pomyślała kobieta wyciągając pistolet. - Jestem taka szczęśliwa, nie wyobrażasz sobie jak bardzo. Teraz wiem co ty Mili przeżywałaś przed swoim ślubem – powiedziała Anhela spacerując z Milagros po ogrodzie - W końcu na ciebie padło, teraz zostaniesz prawdziwą panią Guzman, żoną ukochanego mężczyzny, który porzucił dla ciebie wszystko. To najlepszy dowód miłości – powiedziała kobieta - Kto by pomyślał, że jedno spotkanie może tak zmienić człowieka życie – odparła zamyślona piosenkarka. Nagle na jej drodze stanął przyjaciel - Witaj Anhelo – odezwał się, a ona spojrzała na niego - Andres przyjechałeś!– zawołała szczęśliwa wpadając w ramiona mężczyzny. On przytulił ją do siebie ciesząc się ze spotkania. Milagros tylko obserwowała zachowanie brata, który pod uśmiechniętą miną ukrywał cierpienie spowodowane ślubem ukochanej kobiety. - Tak się cieszę, że przyjechałeś – powiedziała, a on spoważniał. - Nie zupełnie...– nie wiedział jak jej powiedzieć - Niestety nie będę mógł być na ślubie, przyjechałem tu w sprawach służbowych – oznajmił adwokat spoglądając na siostrę. Anhela odsunęła się od niego - Ale na przyjęciu weselnym pojawisz się?– spytała zawiedziona - To zależy czy spotkanie się przedłuży – odparł, a ona posmutniała. Zobaczyła w oddali nadjeżdżającego narzeczonego - Zobaczymy się później muszę jechać załatwić coś jeszcze z Marciem – dodała po czym odeszła zamyślona - Nie przeszło ci, wciąż ją kochasz?– spytała Milagros podchodząc bliżej brata. - Mnie nie okłamiesz. Wiedziałeś, że tak to się skończy. Anhela nie mogła cię pokochać – powiedziała kobieta, a ten spojrzał na nią. - Byłem z nią przez cały czas w Nowym Jorku. Wspierałem, pocieszałem, zdobyłem jej uczucia. Łudziłem się, że będzie to trwało wieki, lecz on przyjechał i nie miałem wyboru... mogłem tylko