Filozofia · 4 min czytania
We dwoje
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
We dwoje
- Rybko moja – powiedział i zamilkł, bo wcale nie słuchał tej paplaniny, wiedział jedynie, że ton jej głosu zdradza zdenerwowanie.
- Znów ma jakieś pretensje. Pragnie uwagi, jak znudzona kotka. Będzie prychać i dąsać się póki nie ofiaruję jej swego zainteresowania – myśli sobie, przechylając wolno ciężką szklankę whisky.
Tylko, że on też ma już tego dość. Jej fryzura, choć zadbana, przestała mu się podobać. Perfumy, których używa, mdlą go, tyle razy już wdychał je, kiedyś namiętnie, teraz macha ręką przed nosem, starając się odepchnąć zbyt znajomy, pretensjonalny aromat poza zasięg swego powonienia. Czuje niemoc w całym ciele. Kompletny bezwład. Brzęczy mu w uszach, zniecierpliwienie sięga zenitu, by znów opaść leniwie na fotel, który zajmuje całym brzemieniem swego męskiego autorytetu. Kolejna furiatka chce go mieć dla siebie, zamknąć w dusznym pokoju, podstawiać papkę z warzyw i chudego mięsa, podawać kapcie, opowiadać o zakupach i sprzeczkach sąsiadów. Cholera, ileż można zajmować się takimi bzdurami? Patrzeć maślanymi, psimi oczyma, w których pochwała wierności trwa tylko tę słodką sekundę, kiedy jej samej wydaje się, że potrafi, chce oddać się jedynie jemu. Jakież to wszystko przebrzmiałe, wyolbrzymione w swych proporcjach, aż do wyjałowienia sensu bycia razem.
- Dlaczego mnie nie słuchasz? Ignorujesz? Czuję się taka samotna. Nikt mnie nie rozumie – płacze, lamentuje, hałaśliwie rzuca swoją godność pod jego nogi. Potrzebuje czuć się zdradzona i wykorzystana, a on wie o tym doskonale. Przecież cały czas jej w tym pomaga. Pomaga jak umie najlepiej. Litościwy jest. Jest.
- Już mnie nie kochasz! - krzyczy, wyrzuca