Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Przyjaźń · 6 min czytania

Wędrowcy (2)

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Nagle drzwi się otworzyły i ze szpary wychynęła najpierw ręka uzbrojona w sztylet, a potem całe ramię. Tylko tyle zielarka zdołała zobaczyć, zanim została unieruchomiona, a ostrze zbliżyło się do jej szyi. — Czego tu szukasz — burknęła mieszkanka domu, zacieśniając uchwyt. — Ja... — Dziewanna, trochę zaskoczona i zbita z tropu, nie mogła znaleźć odpowiednich słów, aby powiedzieć, po co przyszła. — Gonią mnie Żmijowcy — jęknęła w końcu. Uchwyt zelżał, a sztylet na powrót znalazł swoje miejsce przy pasku. Zielarka w świetle zachodzącego słońca zdołała zobaczyć brudną twarz, ciemne, postrzępione włosy zebrane z tyłu w coś na kształt kitki, kiedyś pewnie białą, ale teraz szarą koszulę z typowym kołnierzem wiązanym na supeł i zielone, skośne oczy wpatrujące się w nią wyczekująco. — Skąd jesteś? — padło zadane ostrym tonem pytanie. — Od samych źródeł Wielkiej Rusały. — Mieszkasz na Lodowcu? — zdziwiła się brunetka. — Nie, u pustelnika północnych kresów... mieszkałam, zanim po mnie przyszli... — To czego szukasz w mieście Orlika, największego fioletowego wszechczasów? — westchnęła mieszkanka, domu, jednocześnie cofając się nieznacznie i otwierając przed Dziewanną drzwi. Weszły do niewielkiej izby. Pokój był zagracony jakimiś skrzynkami niewiadomego pochodzenia. Ciemność rozświetlało kilka małych świeczek, które sprawiały, że mimo brudu czuło się tam całkiem przytulnie. — Siadaj, opowiesz mi wszystko — powiedziała brunetka. — Zawsze pomagam ofiarom moich wrogów. Zielarka usiadła na skrzynce po owocach po jednej stronie stołu, a dziewczyna w starej koszuli na odwróconym koszu po drugiej. — Mam na imię Dziewanna — zaczęła śpiewnie, a druga parsknęła śmiechem. — No dobra, mów, ślicznotko — machnęła ręką. — Mieszkałam u pustelnika, u samych źródeł Wielkiej Rusały. Przygarnął mnie, kiedy byłam zupełnie mała. Nauczyłam się korzystać z dobroci ziół, pisać, czytać, a nawet tańczyć — zaśmiała się. Jej śmiech brzmiał jak dzwoneczki. — Dzisiaj... Dzisiaj przyszli do naszej chaty Żmijowcy. Zabili pustelnika, mnie nie znaleźli — dziewczyna nagle urwała i zaniosła się płaczem. Oparła ramiona na stole, a twarz schowała w dłoniach. Mieszkanka domu kilka chwil wpatrywała się beznamiętnie w drżącą Dziewannę. — Nie rycz — rozkazała ostrym tonem. Wstała i skierowałą kroki w stronę swojego posłania. Zielarka posłusznie przestała, wzdychała tylko co chwilę. Spojrzała na brunetkę, jakby widziała ją pierwszy raz. Zmarszczyła brwi. — Kim ty właściwie jesteś? — Mam na imię Komosa — odparła brunetka, podniósłszy z ziemi zielony płaszcz podróżny. — Chociaż bardzo

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%