Przygoda · 4 min czytania
Wędrowcy (3)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Jawor herbu Czarna Lilia, młodzieniec mężny, rosły i wesoły, zwycięzca Turnieju Rycerskiego, jechał na swoim Kasztanku wzdłuż Bystrej. „Uwielbiam te poranne wyprawy” – pomyślał, patrząc na dopiero co wstające słońce oraz mgły, które snuły się po łąkach. Pierwsze promienie migotały w koronach drzew, niebo powoli przechodziło z szarego w błękitne... Jawor schylił głowę. Nie miał teraz czasu, aby zachwycać się przyrodą. Dziś powinien zdecydować, z kim chce się ożenić. Uderzył pięścią w siodło. „Wcale mi nie spieszno do małżeństwa – pomyślał. – Po co mam spędzać resztę życia z dziewczyną, której nie kocham? Owszem, podoba mi się wiele kobiet – uśmiechnął się pod nosem. – ale dlaczego matka każe mi się żenić akurat TERAZ???” Wyjechał z lasu na otwartą przestrzeń pod pałacem. W świetle wschodzącego słońca dom rodu Czarnych Lilii prezentował się cudownie. Jawor z dumą spojrzał na stadninę. Konie były chlubą rodu. Ludzie z Krajiny i z zagranicy chcieli kupować tylko u Czarnych Lilii... Chłopak przyjrzał się uważniej wejściu do pałacu. Mignęła fioletowa peleryna. Zmarszczył brwi. Spiął Kasztanka i puścił się galopem w stronę domu. „O tej porze raczej nie przychodzą goście – przemknęło mu przez głowę. – Wszyscy oprócz służby jeszcze śpią!” Jawor dotarł do wejścia. Zwinnie zeskoczył z konia. Wbiegł do pałacu przez boczne drzwi. Usłyszał dalekie łomoty i krzyki. Wyjął miecz z pochwy, myśląc „Miałem przeczucie, żeby go wziąć na przejażdżkę...” Szybkim, nerwowym krokiem szedł w głąb zamku. W kuchni zastał widok, jakiego od początku się obawiał. Na podłodze leżeli martwi kucharze, z ciałami przebitymi mieczem. „Musi być ich wielu – stwierdził, pochylając głowę nad swoimi służącymi. – Przecież z jednym czy dwoma poradziliby sobie...” Ruszył biegiem na piętro. Na górze mieszkali jego rodzice, kilka służących i młodszy brat. Wpadł do pokoju służby. Wszystkie dziewczyny zamordowane. Wybiegł na korytarz i szarpnął drzwi komnaty