Hobby · 8 min czytania
Wesołe miasteczko - odcinek 5
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Po chwili jednak w kieszeni usłyszała charakterystyczny dźwięk. "Musiał wsunąć mi te kluczyki kiedy biegliśmy - pomyślała - Przezorny...". W międzyczasie zdążyła dobiec do auta, otworzyć je drżącą ręką, wsiąść na miejsce pasażera i zablokować zamek od środka. Teraz z zaciśniętymi powiekami i dłońmi modliła się, żeby Per wrócił do niej w jednym kawałku. "Rozmyślania" pochłonęły ją tak bardzo, że krzyknęła przerażona, kiedy usłyszała, jak ktoś szarpie za klamkę. - Zostawcie mnie, proszę... - błagała, zwinięta w kłębek w kącie siedzenia. Była przekonana, że to któryś z pomocników szefa. Obróciła głowę i zobaczyła Pera, drżącą ręką odblokowała drzwi samochodu. - Spokojnie, to tylko ja. Jesteś bezpieczna - mówił mężczyzna, odgarniając mniej poranioną lewą ręką włosy z policzka Fridy i delikatnie gładząc jej policzek. - Jak dobrze, że jesteś, tak bardzo się bałam... - Frida chciała przytulić się do Pera ale kiedy zobaczyła jak wygląda - od razu zrezygnowała. - Paskudnie wyglądasz... Co oni zrobili ci w rękę? - spytała Frida wskazując na ranę nad prawym nadgarstkiem Pera, którą pierwotnie zrobiła Marie a jeden z oprychów dyrektora powiększył. - To nic takiego. Najpierw przy upadku zraniła mnie Marie. Ja wtedy też solidnie ją zraniłem - Per przerwał na moment. Przed oczami stanęły mu ostatnie chwile przed upadkiem Marie - Jakiś czas po tym jak... jak spadła... - wymówienie tych słów przyszło mu naprawdę ciężko - Zorientowałem się, że pewnie i jej po mnie zostanie paskudna rana. Tyle tylko, że dopóki się nie spotkaliśmy - byłem przekonany, że ta rana nie będzie miała nawet szansy się zregenerować, bo niby jak ma to zrobić na kimś kto... - Per nie miał odwagi dokończyć zdania. Natomiast Frida nie wymagała tego od niego. Doskonale rozumiała co w nim siedzi. Po chwili ciszy spytała rozglądając się po aucie: - Gdzie macie jakieś chusteczki, czy apteczkę? Tym ranom przydałaby się troskliwa opieka... - Otwórz ten schowek. Tu zawsze wożę apteczkę. Całe szczęście, że wzięliśmy samochód mój a nie Marie... - Czemu? - Bo nie mam pojęcia gdzie ona wozi apteczkę - zaśmiał się Per. - No to do roboty. Ostrzegam, że może boleć... - mruknęła niepewnie Frida. - Nic to, jakoś to zniosę - powiedział dzielnie Per, choć chwilę później skrzywił się z bólu i szarpnął prawą ręką w swoją stronę. - Nawet nie potrafię dobrze opatrzyć ran... On chyba miał rację wmawiając mi, że jestem zerem, że do niczego się nie nadaję. - Twój szef jest... idiotą - Per wypowiedział ostatnie słowa kiedy minęła kolejna fala bólu - Wcale nie jesteś zerem. Przeszłaś o wiele więcej niż niejedna młoda dziewczyna i nie załamałaś się. Odważyłaś się z tym zerwać. - Ale przecież... - Frida chciała wejść mu w słowo; poniekąd to dzięki niemu zerwała z tym wszystkim. On jednak zachował się jakby tego nie słyszał i mówił dalej: - Zerwałaś z tą gehenną jaką tak długo przechodziłaś. Teraz wystarczy tylko, że nie wrócisz już tutaj. A ja już się o to postaram. Przez ten czas Frida skończyła opatrywać rany Pera. On natomiast był tak skupiony na tym co mówił, że prawie w ogóle nie czół bólu. - Ale szarpnąłeś tą ręką... - dziewczyna dalej była podłamana tym co się stało. - To nie była twoja wina. Rana jest już teraz naprawdę głęboka i dlatego tak szarpnąłem ręką. Naprawdę nie masz o co się obwiniać - uśmiechnął się wspierająco Per, po czym powiedział: - Chciałbym zobaczyć Marie... Wiesz w którym szpitalu jest...? - jego cała wypowiedź brzmiała bardzo niepewnie. - Jest w szpitalu w Sztokholmie. Tak przynajmniej zrozumiałam wymianę zdań między sanitariuszami. - Więc tam pojedziemy. Podaj mi kluczyki. - Dasz…